Chociaż woda jest skażona jak cholera i żyją w niej stwory nie z tej ziemii ludzie lubią jeszcze wsiąść na pokład i płynąć za horyzont. Ale przecież gdzieś trzeba zostawić statek po powrocie do portu. Pobierana jest oczywiście stosowna opłata, nie obywa się również bez kontroli i przeszukiwania łajby metr po metrzem.
Sam port to jedynie trzy miejsca do dokowania i wąski pas nabrzeżny oraz mały budyneczek gdzie urzęduje Borys Waltz. Reszta to niestety gruzy jak w całym powjennym świecie.