Nie pamiętam hasła   -   Rejestracja








Zjednoczenie Stanów.
Autor Wiadomość
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #81
RE: Zjednoczenie Stanów.
Dwa, wypełnione brązową zupą półmiski wylądowały przed rudym i jego kompanem. Ten ostatni pochylił się nad tą cieczą i uniósł lekko brwi. Bez szemrania jednak zabrał się do jedzenia. Obydwoje nie mieli przy sobie żadnej innej broni niż ta, którą trzymali w kaburach na biodrach. Rudy oderwał się od łyżki i popił.
-Chciałbym powiedzieć, że informacja kosztuje, ale mili z Was ludzie. Dlatego powiedzcie mi jak się nazywacie. Wtedy odpowiem na wasze pytania. - Pochylił głowę nad jedzeniem i pałaszował je dalej. Jego towarzysz w szybko skończył jeść i delikatnie otarł rękawem usta. Po raz pierwszy usłyszeli jego głos. Był opanowany i bardzo niski.
-Naprawdę smaczne, Drake. - Dziadunio podbiegł wręcz do stolika i skromnie podziękował po czym zapytał, czy jegomość chcę dokładki. Mężczyzna stanowczo zaprzeczył, więc staruszek odszedł posłusznie i usiadł, uprzednio odkładając strzelbę za ladę, na swym fotelu. Poważny mężczyzna, zupełne przeciwieństwo swojego kolegi, przyjrzał się uważnie Indianinowi.
-Pozwól, że wyrażę mój największy szacunek do Twojej osoby. - Słowa wypowiadał rozważnie i powoli. -Nie mogę nawet odważyć się powiedzieć, że znam Twoje, i Twojej rodziny, zwyczaje, ale pozwól, że powiem, iż na tyle długo przebywałem w waszym towarzystwie, bym mógł ośmielić się powiedzieć, że uważam Was za ludzi godnych szacunku. - Zakończył poważnie i ręką nakazał rudemu, by nalał Yerbowi więcej bimbru. Ten natychmiast wykonał polecenie.
-Teraz powiedz mi. Kim jesteś i kim jest Twój małomówny przyjaciel?
25.02.2010 22:54
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #82
RE: Zjednoczenie Stanów.
Yerb nie dał po sobie nic poznać, ale wypowiedź go zaskoczyła. Słyszał o ludziach z zewnątrz żyjących wśród indian. Nigdy nie było ich wielu. Ciężko zostać przyjętym do danej wioski a i tak takie osoby żyją gdzieś na obrzeżu społeczności.
- Jestem Yerb z Nawaho z klanu Gray Owl. Ten milczek obok mnie to Robert. Tak jak milczy tak walczy z maszynami. Jest z nami też ten starszy, skacowany jegomość - wskazał na komisarza. - No i ta kobieta co wyszła.
Odczekał chwilkę by nieznajomi przyswoili informacje.
- Miło mi poznać kogoś, kto mieszkał wśród braci pustkowi. Wiem jak niewielu się na ten krok decyduje i wiem, że to muszą być wyjątkowe osoby. Niewielu sobie zdaje sprawę co można spotkać na pustkowiu i jak przeżyć. Wybacz mi moją ciekawość ale ciekawi mnie w jakim klanie przebywałeś. Nie ma nas aż tak dużo na pustkowiach.
Czekając na odpowiedź znów łyknął mały łyczek.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
25.02.2010 23:24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #83
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert słysząc to wszystko jedynie westchnął i przykrył dłonią twarz.
"Dobra, powiedział prawdę."- pomyślał.-"I tak na niewiele im się to przyda, jak już zginą." A zginąć raczej będzie im łatwo. Nawet jeśli teraz udają, to za taki fałsz wielu szybko się wkurzy.
Jeśli zabójca maszyn chce ratować sytuację, dobrze byłoby zrobić to teraz. Choć gadanie w takim momencie mogłoby wydawać się podejrzane.
- Czerwonoskóry sporo przeżył- mówił ściszonym tonem.-Pamięta swoją drużynę jeszcze sprzed kilku lat. Naprawdę nazywam się inaczej, ale chyba nie musi was interesować, jak. A tamci dwoje...- tu wskazał głównie na rozmiękczonego komisarza-...Nie znamy ich, po prostu się tu spotkaliśmy.
Ciekaw był, czy dadzą się nabrać na ten blef. Wyglądają na uprzejmych, ale nie na głupich. W końcu rozłożył ręce:
- No dobra, zwę się Adam.
"Zobaczymy co teraz. W końcu oni też mogą kłamać, tego nie wiemy." Na pewno zainteresowała go do tej pory małomówna osoba. Swoim tonem wypowiadania, doborem słów, a także temu, jak potrafiłby facet wcisnąć kit. Pewnie byłby dobrym handlarzem.
26.02.2010 12:24
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #84
RE: Zjednoczenie Stanów.
Rudy przestał jeść i jego dłoń powędrowała w stronę kabury, jednak lodowate spojrzenie jego towarzysza odwiodło go od niecnych zamiarów.
-Tak się nie traktuje ludzi, którzy Ci proponują rozmowę. - Powiedział ostro i zwrócił się w stronę Roberta alias Adama i Yerba. -Wybaczcie mojemu koledze za te niestosowne zachowanie. W odpowiedzi na Twoje pytanie. Niedaleko Vegas, po pustyniach koczuje plemię zwane "Beduini". Dzięki mojemu ojcu, który przyjaźnił się z przywódcą tamtego klanu, mogłem z nimi przeżyć kilka lat. To była bardzo ciekawa lekcja tradycji i więzi rodzinnych. - Słowa rozchodziły się powoli w powietrzu wypełniając je specyficzną atmosferą.
-Szacunek dla Waszego rodu wymaga żebym również się przedstawił. Nazywam się Angelo Corrado. Mój przyjaciel to Luca. - Mimo, że ciemnowłosy tylko się przedstawiał brzmiało to jakby czytał pismo święte podczas pogrzebu.
-Owszem, widzieliśmy autobus pełen dzieci. Niestety, to straszne i barbarzyńskie, ale leżał na uboczu i płonął. Dzieci pakowali na wozy jacyś mężczyźni. Wybaczcie, ale nic nie mogliśmy poradzić. - Zasępił się i spojrzał w stronę O'Donella, który to w tym momencie właśnie starał się nie sięgnąć po kolejną szklankę bimbru. Czując na sobie wzrok Angeli wzdrygnął się i spojrzał w jego stronę. Następnie pchany jakąś niewidzialną siłą wstał i podszedł do stolika. Frank był przerażony.
-Nie przywitasz się ze mną Frank? - Angelo wstał i uściskał go jak starego, dobrego przyjaciela. Frank nie wydawał się szczęśliwy na myśli o spotkaniu.
-Nie zauważyłem Cię. Wybacz. - Drżącym głosem się wytłumaczył i ciężko usiadł obok Luci.
26.02.2010 12:45
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #85
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert a.k.a. Adam postanowił zmienić image i z małomównego, beznamiętnego gnoja zmienił się w gadatliwego pana uprzejmego. Nie zmienia to jednak faktu, iż w rękawie nadal był skrzętnie ukryty nóż.
-No no, jaki ten świat mały.- mówił podniosłym głosem i sugestywnym wzrokiem spojrzał na O'Donella.
"Kurna, zaraz się dowiem, że Dianę też znają. To będzie ciekawe."
- Wszystko w porządku, panie komisarz?- zapytał wesoło.-Wygadany pan jesteś, jak trochę popijesz.
Ciekawe, czy Carterowi też kiedyś uda się spotkać znajomą twarz z Miami. Nie było ich co prawda wiele, a większości z tych mu znanych nawet nie pamiętał. Nie utrzymywał z nikim bliskich kontaktów, więc ignorancja wzięła górę nad ciekawością. Zapał zgasł.
Poprawił się na siedzeniu i z lekkim uśmiechem przyglądał się reszcie "towarzyszy kieliszka". Co prawda w głębi duszy miał ochotę stąd odejść i nigdy nie wrócić. Nikt chyba nie miałby mu tego za złe, więc po prostu bez słowa wstał, w jednej chwili spoważniał i opuścił pomieszczenie.
26.02.2010 13:13
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #86
RE: Zjednoczenie Stanów.
Yerb trochę zdziwiony zachowaniem Roberta pomyślał
"Czemu on tak kombinuje? Co też mu po głowie chodzi? Ja mówie jedno, on coś innego. Jak my potem wyglądamy w oczach obcych? Od razu za jakiś oszustów nas mogą brać"
- Przepraszam za mojego towarzysza. Jest trochę niewychowany i lubi wszystko utrzymywać w tajemnicy. Słyszałem o klanie beduinów, choć nigdy nie zapuszczałem się w tamte rejony. Nasz wódz zapewnie zna ich lepiej. On zna wszystkich na pustyni - dodał z delikatnym uśmiechem. Po chwili spoważniał i kontynuował:
- Mówicie, że dzieci zostały zapakowane na jakiś wóz. Pewnie handlarze niewolników. Widzieliście może ilu ich było i w którą stronę odjechali? Może jest cień szansy by ich odbić. Co prawda handlarze to przeważnie większa grupka i zawsze mają chyba obstawę z najemników.
Widząc minę komisarza na widok jegomości również trochę się zdziwił - "czyżby komisarz ich się bał? Kim oni są? Przyjdzie jeszcze pora go o to wypytać."
- Cieszę się że dołączyłeś do nas, komisarzu. Widzę, że znasz już tu obecnych. - wyraźnie akcentując ostatnie słowa.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
26.02.2010 22:26
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #87
RE: Zjednoczenie Stanów.
Angelo bardzo się zdenerwował wyjściem Cartera bez słowa. Nie wybuchł jednak potokiem słów, ani nie zaczął przeklinać. Uśmiechnął się lodowato na pożegnanie i spojrzał na Luce. Ten niemal niewidocznie kiwnął głową i wrócił do jedzenia. Angelo zwrócił twarz z powrotem w stronę Yerba.
-Twój znajomy nie dość, że nie potrafi się zachować to jeszcze obraża mnie, Ciebie, Luce i komisarza O’Donella. Nie wiem czym sobie zasłużyłem na taki brak szacunku z jego strony. Obiecuję Wam jednak, że nie puszczę tej zniewagi płazem. – Zamilkł. Frank poruszył się niespokojnie na krześle jakby się czegoś obawiał. Ukrytego zagrożenia. Przybrał bardziej opanowany wyraz twarzy. Był przecież komisarzem Nowojorskiej policji do diabła!
-Wracając do dzieci. Gdzie je zabierali? - Angelo chwilę przyjrzał się policjantowi i odpowiedział krótko.
-Nowy York. – O’Donella nie zdziwiła ta odpowiedź.
-To bez sensu. Tam ich nie sprzedadzą.
-Pytałeś się mnie, gdzie pojechali, więc Ci mówię. Było ich około piętnastu, a mijaliśmy ich dobre sześć godzin temu.

W tym czasie Carter wyszedł na dwór. Ujrzał Diane, która oglądała samochód nowoprzybyłych. Był to:
[Obrazek: cadillac%20eldorado%20fleetwood%20black%201967]
Diana gwizdnęła z uznaniem.
-Niezła fura. Co tam ciekawego mówią?
27.02.2010 13:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #88
RE: Zjednoczenie Stanów.
Roberty oblizał wysuszone wargi, przyjrzał się dokładnie, jak wygląda wnętrze.
- Ciekawego? Nic.- odpowiedział.-Dlatego wyszedłem.
"Dlatego właśnie wyszedłem."- powtórzył w myślach. Mężczyzna powoli wyciągnął nóż spod rękawa, przeszedł wzdłuż auta. Przykucnął za bagażnikiem. Rozejrzał się jeszcze wokoło, zerknął na budynek by sprawdzić, czy nikt z niego nie wychodzi i czy nikt go przypadkiem nie widzi. Nie żeby jakoś specjalnie dbał, by ktoś go na gorącym uczynku złapał, ale chyba czas najwyższy zrobić coś bardziej dyskretnie. Gestem nakazał Dianie milczeć.
Położył się i wpełzł pod samochód podróżników. Szukał zbiornika paliwa w pobliżu tylnych kół. Pojazd niewątpliwie w dobrym stanie nie był, toteż przy małej pomocy narzędzia ostrego można bezproblemowo pozbawić go paliwa.
Znajdując już odpowiednie miejsce jak najmocniej wbił nóż i przejechał nim kawałeczek. Po tej czynności momentalnie wysunął się tyłem, wstał, a nóż schował do swojej specjalnej pochewki umieszczonej przy jego lewym udzie.
27.02.2010 14:03
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #89
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Rozumiem Twój gniew. Załatwisz sprawę tak jak uznasz za stosowne - powiedział Yerb. Zdawał sobie sprawę, że to dość niebezpieczna rozgrywka, ale należy grać dobrze w tą partie. Póki ma dostęp do źródła informacji, nie zamierza tego psuć. "Robert zachowuje się nieodpowiedzialnie i jakoś ciężko mi to zrozumieć" pomyślał.
- Dziwne że je zabrali w kierunku Nowego Yorku - zamyślił się. - 6 godzin temu? To będą już jakiś kawałek od nas. Chyba nie do końca jest to po naszej myśli. 15 chłopa też daje do myślenia.
Yerb zastanawiał się w którą stronę pojechać. Zdawał sobie sprawę, że ma misję do wykonania a z tak licznym oddziałem nie dadzą sobie rady sami. Do tego nie wiedział na ile może liczyć na Roberta (o ile wyjdzie cało z konfliktu) i na Dianę. Chyba jednak czas na oddalenie się od tego miejsca.
- Dziękuję za informację - powiedział wstając. Spojrzał na komisarza - chyba za chwilkę będziemy się zbierać. Należałoby sprawdzić zapasy i je ewentualnie uzupełnić. Mógłbyś się tym zająć?
Przeciągnął się i spojrzał w kierunku obcych.
- Jak chcesz coś załatwić z naszym milczkiem to masz jeszcze czas. Dla mnie liczy się to, że mam do wykonania zadanie. I on także. Można by powiedzieć, że chodzi o istnienie ameryki. Więcej nie mogę powiedzieć. Niestety. Może kiedyś, w lepszym czasie i w lepszych okolicznościach.
Ruszył w kierunku wyjścia.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
27.02.2010 18:27
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #90
RE: Zjednoczenie Stanów.
Angelo pożegnał się skinieniem głowy. O'Donell został na miejscu i odczekał aż Yerb wyjdzie. Później zaczął mówić, ale słowa do uszu Indianina już nie doleciały.
Carter właśnie wypełzał spod auta po udanym zniszczeniu baku, kiedy Diana z miną wyrażającą największą dezaprobatę spytała.
-Co ty wyrabiasz, do diabła?! - Nie dostała odpowiedzi bowiem w tym momencie Yerb wyszedł z knajpy i zastał Roberta na wpół leżącego pod autem.
27.02.2010 21:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Szukaj

Nasi sponsorzy


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości