|
Knajpa "Smocza strzała."
|
| Autor |
Wiadomość |
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Knajpa "Smocza strzała."
-Rozumiem, że zostawiasz swoją nagrodę dla mnie, tak? - rzucił za Carterem, który zostawił kanistry na ladzie. Skroge nie miał zamiaru być uprzejmy i zabrał je z powrotem dla siebie po czym ulotnił się z baru. W knajpie został już tylko Robert, Młot i Patrick, który właśnie wyłonił się zza drzwi. Widząc gościa kierującego się do jego lady poprawił okulary na nosie.
-Potrzeba Ci czegoś? - jego głos był zniewieściały. On jednak wydawał się tym nie przejmować.
W tym czasie do pomieszczenia wszedł mężczyzna. Nie miał włosów i jednego ucha. Ubrany był w laboratoryjny kitel, który dwadzieścia lat temu na pewno był biały. Rzucił tylko, że chce piwo i usiadł sobie w kącie przy stoliku gdzie jeszcze przed chwilą siedział Carter. Nie wiedzieć czemu po chwili podszedł do lady i usiadł przy niej, ale daleko od człeka z Miami.
-Wysadzili. - szepnął ciężko, a z jego oka popłynęła łza, która wyżłobiła bruzdę na brudnym policzku. Patrick potaknął niezwykle energicznie. Postawił przed łysolem szklaneczkę przejrzystego płynu. Ponownie zwrócił się do Cartera.
-Słucham?
|
|
| 30.12.2009 10:26 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Knajpa "Smocza strzała."
Herb został bez problemów wpuszczony do środka. Było już późno więc w środku zostali jedynie najtwardsi kliencie. Barman powitał czerwonoskórego chytrym uśmiechem. Zniknął w drzwiach by po chwili się z nich wyłonić z mina zupełnego niewiniątka. Skroge spał trzymając nogi na blacie. Nim Yazzie zdążył cokolwiek zrobić bądź powiedzieć obok niego pojawił się wysoki, szczupły mężczyzna. Zlustrował postać, stojącą przed nim, wzrokiem i odchrząknął. Poprawił również dłonią brudny, przedwojenny, szary garnitur który miał na sobie i w końcu postanowił się odezwać.
-Ufam, że jest pan jednym z tych słynnych tubylców. Przepraszam za tak pospolite wyrażenie. - ponownie odchrząknął i wskazał dłonią wolny stół. Kiedy oboje już usiedli kontynuował dalej.
-Jak dumam nie jest pan obeznany w mieście, a ja szalenie potrzebuje kogoś takiego jak pan. Sprawa jest niezwykle delikatna. - wyciągnął z kieszeni żółty skrawek papieru. Była to fotografia. Przedstawiała niewielki kamień, zapewne niezwykle cenny -Widzi pan. - ciągnął dalej -Gdzieś w okolicy tego miasta znajduje się oto ten medalion. Szukam go już przeszło dwadzieścia lat. Udało mi się ustalić, że należał od pokoleń do mojej rodziny. Przodkowie nie dadzą mi żyć jeśli go nie odnajdę. Akurat to powinien pan wiedzieć. - uśmiechnął się zmieszany -Widzi pan, powiem szczerze. Jestem z Federacji Appalachów. Podróżuję już kawał czasu, ale nie spotkałem nigdy żadnego człowieka pana pokroju. W żadnym razie nie chcę pana obrazić. Potrzebuję jednak kogoś kto zna pustkowia jak własną kieszeń. A tylko o was chodzą tak dobre opinie. - wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza papierośnicę i wcisnął papierosa do ust częstując również Herba. -Ale gdzie moje maniery. Hal. Hal Emmerich.
|
|
| 05.01.2010 18:35 |
|
|
|