|
Komisariat.
|
| Autor |
Wiadomość |
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Być może wyglądałoby to dziwnie, ale taki właśnie jest Carter i wielu ludzi wielokrotnie to potwierdziło zarówno bezpardonowo, jak i poprzez aluzję, lecz zebrało się mężczyźnie na długotrwałe podejmowanie decyzji i ogólnie przemyślenia dotyczące życia.
"Moralność...Wybór...renegat, czy idealista, prawy, czy egoistyczny"- tyle myśli przeszło jednocześnie w umyśle Roberta, że ten niemal zasłabł. W ostatniej chwili dzięki Bogu ogarnął się i bez większego zastanawiania się o konsekwencje czynu sięgnął do kabury i wystrzelił w stronę jednego ze skazańców. Następnie szukał jakiejś kryjówki w postaci otwartych drzwi do innego pomieszczenia bądź też po prostu przewróconego biurka.
"A miałem nie ingerować w te sprawy"- pomyślał mężczyzna wspominając swe beztroskie szkolenie.- "Miałem być zwykłym najemnikiem i obrońcą kraju zarazem, nie mieszać się w przyziemne sprawy. Cholera, co ja pierdzielę za bzdury?! Ludzie muszą ze sobą współpracować!"
W tejże chwili Carter wstał, rzucił broń i wydarł mordę- STOP!- licząc, że strzały i wrzawa ustaną.
|
|
| 30.01.2010 20:15 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Robert czuł się zawiedziony skutkiem i jednocześnie zawstydzony.Ale przynajmniej czuł, że zabijając więźniów będzie miał czyste sumienie. Dał im wybór, a ich reakcja byłe nie tyle pewna, co po prostu pojawiła się ona pod wpływem zaskoczenia.Ale jak to mówił mentor Roberta "zawsze należy spodziewać się niespodziewanego." Mrugając kilkakrotnie i łapiąc oddech "maszynobójca" wykonał sekwencję ataku wyglądająca mniej więcej tak- przeładowanie magazynka ukrycie się za wnęką, delikatne, dyskretne wyjrzenie w celu ujrzenia położenia zbiegów, którym nota bene bardzo się dziwił.
"Trójka głupców. Na co oni liczą? Że wyrżną cały komisariat, fatalna taktyka. Ja na ich miejscu już bym się ewakuował. Zresztą, co im to da, siedzą w najlepiej chronionym, poniekąd najbezpieczniejszym mieście w całych zasranych, post apokaliptycznych Stanach!"
W pewnym momencie mężczyzna wychylił się, przymierzył i oddał dwa strzały, po czym ponownie stanął za ścianą.
|
|
| 30.01.2010 20:56 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Carter zastanawiał się, w którym momencie stracić nad sobą panowanie, lecz po króciutkiej chwili dał sobie spokój i jedyne, co mógł powiedzieć to:
Ależ ja traktuję kobiety lepiej, niż samego siebie, ale powiedz mi, dlaczego tak samo miałbym postępować z ropuchami? Wypowiadając ostatnią sylabę swojej kwestii zdał sobie sprawę, że to co powiedział, było obrzydliwym nietaktem, chociaż szczerze mówiąc, mało obchodziły go relacje z kimkolwiek. Jedyne, czego w tej chwili chciał to pewności, że pozostałe kilka naboi jak najszybciej się zwielokrotnią, mówiąc wprost, chciał mieć pewność, że znajdzie pracę. Teraz schował jedynie broń i usiadł na najbliższym krześle, ewentualnie oparł się o biurko, stół, w ostateczności ścianę.
Jesteśmy na wojnie, droga pani. Nie powinnaś narzekać, bo to nie są czasy radości, swobody i odmiennego traktowania kobiet.- dodał.
|
|
| 30.01.2010 21:19 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Komisariat.
Diana nie patyczkowała się, a tym bardziej nie miała zamiaru dać sobą pomiatać. Zamachnęła się, ale w tym momencie ktoś złapał ją za ramię. Jakiś funkcjonariusz upaprany krwią, swoją albo kompana, odezwał się zmęczonym głosem.
-Nie potrzeba nam więcej trupów. Hej, dzięki za pomoc. Wam obydwu. - kobieta odburknęła coś o chamstwie Roberta, kiedy do budynku wbiegł dobrze znany Carterowi mężczyzna. Clark, ten co mu proponował przed chwilą pracę. Był zdyszany, a z ramienia ciekła mu krew.
-Moloch się wkurwił i zaatakował miasto. - wypluł słowa jednym tchem. W komisariacie zawrzało. Policjanci rozbiegli się, główna jednak ich część pchała się do wyjścia i magazynów z amunicjom. Inni nie dowierzali i stali na środku z otwartymi gębami.
-Moloch? Tutaj? Zaatakował NY?! - dziewczyna straciła cały swój zapał. Popatrzyła na swój pistolet, później na Cartera -Masz rację, mamy wojnę. Więc przydaj się do czegoś. Chyba nie masz zamiaru tutaj zostać? Mam kumpla na lotnisku. Jakoś stąd uciekniemy. Ale nie zrobię tego sama.... - przerwał jej ten sam policjant, który jeszcze przed chwilą powstrzymał ją przed bujką.
-Hej, pomóżcie nam. Musimy natychmiast wspomóc jeden z naszych oddziałów. Chodźcie! - rzucił im błagalne spojrzenie, odwrócił się na pięcie i ruszyłem biegiem w stronę wyjścia.
|
|
| 30.01.2010 21:31 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Robert westchnął z uśmiechem na ustach. Wreszcie coś dla niego. Żałuje tylko, że stracił swój cały sprzęt, ostając się jedynie z podstawowym wyposażeniem. Nie zwracając uwagi na pannę Ropuchę szedł za policjantem.
"Ropucha....ja nie mogę, ale wyjechałem. By the way: co do cholery robią tutaj maszyny?! I jak ja je mam zatrzymać jedynie z pistoletem i kilkoma nabojami? Zaraz, spokojnie, pojętny zabójca i z tym sobie poradzi, tak jak niegdyś Jack- kucharz z mojej wioski. Potrafił z kilku liści i starych przypraw zrobić sałatkę tak dobrą, że nawet najwięksi baronowie wcinaliby ją ze smakiem i melodią na ustach. Dobra, dość tych przemyśleń, czuję się pokrzepiony, a w ostateczności umrę, bo to najłatwiejsza droga do odpoczynku."
|
|
| 30.01.2010 21:48 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Komisariat.
Drzwi rozwarły się przed Robertem tak cicho, że aż niemożliwe. Wynikało to jednak z faktu, że na zewnątrz panował chaos. I to chaos w tym najgorszym wydaniu. Carter widywał już taki chaos. Ten obraz nigdy się nie zmieniał i zawsze wyglądał tak samo. A mianowicie tak: maszyny, ciężkie opancerzone imitacje czołgów najeżone karabinami i lufami strzelały i pruły do wszystkich i wszystkiego. Na przeciwko wieżowiec trawił pożar. Budynek nie wytrzymał i z głośnym łoskotem po prostu się zapadł. Na ziemię lunął deszcz cegieł. Ludzie padali, maszyny szły dalej. Policjanci robili co mogli. Wsiadali do swoich hammerów i strzelali z CKM'ów, ale na niewiele to się zdawało. Jeden, może dwa roboty zatrzymały się reszta jednak, jak czarne może nieustępliwie parły do przodu zadając śmierć i zniszczenie. Czas zwolnił. Wszędzie dało się słyszeć wystrzały, krzyki konających, urywki rozkazów tych, którzy jeszcze nie stracili głowy. Nad głową człowieka z Florydy przeleciały cztery helikoptery. Wypluły z siebie rakiety, a te z charakterystycznym sykiem pomknęły w stronę przeklętych tworów Molocha. Zatrzymało to je na góra pięć sekund. Po trupach swoich pobratymców mechaniczne stwory szły dalej, przed siebie niosąc śmierć i zniszczenie. Były idealnie po prawej tronie od Cartera (stamtąd też co chwila leciała w jego stronę seria pocisków), po lewej policjanci na szybko tworzyli prowizoryczną barykadę z samochodów i metalowych płyt.
Za Roberta wybiegła Diana, która nie zastanawiając się wcale pobiegła w stronę funkcjonariuszy.
|
|
| 31.01.2010 18:37 |
|
|
|