Nie pamiętam hasła   -   Rejestracja








Komisariat.
Autor Wiadomość
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #11
RE: Komisariat.
Być może wyglądałoby to dziwnie, ale taki właśnie jest Carter i wielu ludzi wielokrotnie to potwierdziło zarówno bezpardonowo, jak i poprzez aluzję, lecz zebrało się mężczyźnie na długotrwałe podejmowanie decyzji i ogólnie przemyślenia dotyczące życia.
"Moralność...Wybór...renegat, czy idealista, prawy, czy egoistyczny"- tyle myśli przeszło jednocześnie w umyśle Roberta, że ten niemal zasłabł. W ostatniej chwili dzięki Bogu ogarnął się i bez większego zastanawiania się o konsekwencje czynu sięgnął do kabury i wystrzelił w stronę jednego ze skazańców. Następnie szukał jakiejś kryjówki w postaci otwartych drzwi do innego pomieszczenia bądź też po prostu przewróconego biurka.
"A miałem nie ingerować w te sprawy"- pomyślał mężczyzna wspominając swe beztroskie szkolenie.- "Miałem być zwykłym najemnikiem i obrońcą kraju zarazem, nie mieszać się w przyziemne sprawy. Cholera, co ja pierdzielę za bzdury?! Ludzie muszą ze sobą współpracować!"
W tejże chwili Carter wstał, rzucił broń i wydarł mordę- STOP!- licząc, że strzały i wrzawa ustaną.
30.01.2010 20:15
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #12
RE: Komisariat.
Kula pomknęła w stronę bandyty, ale chybiła i to mocno. Ale co się dziwić, sytuacja była nagła i stresująca. Ciężko w takich chwilach o skupienie. Uciekinierzy nie zwrócili na Cartera uwagi. Ten za to schował się w pewną wnękę po jego lewej stronie. Zasłonięty ścianą był bezpieczny. I kiedy kanonada wystrzałów trwała w najlepsze Robert wskoczył w sam środek tego burdelu. Jego działanie było tak bezsensowne i brawurowe, że wywarło zamierzony efekt. Wszyscy zastygli w miejscu jak zaczarowani nie za bardzo rozumiejąc co właśnie się stało. Oto jakiś chłopaczek wyrasta jak z pod ziemi między nimi i drze się, że mają przestać. Cisza nie trwała długo. Więźniowie potraktowali Cartera jako kolejny cel. Od śmierci uratowała go młoda kobieta, która rzuciła się na mężczyznę i przygniotła go do ziemi. Tuż nad nimi ponownie świstały kule. Młoda dziewczyna, góra dwudziestoletnia przycisnęła kolanem krocze Roberta tak, że ten syknął z bólu. Carter szybko ją rozpoznał. To Diana. Ta sama, którą niedawno ograł w karty.
-Strzelaj! - wydarła mu się prosto do ucha. Sama wyszarpała zza pasa jakiś fikuśny pistolet z celownikiem laserowym i pakowała kule w uciekających. Ci natomiast powoli, ale konsekwentnie posuwali się w stronę drzwi. Policjanci natomiast byli kompletnie bezradni. Strzelali na oślep i nie potrafili przełamać obrony
30.01.2010 20:36
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #13
RE: Komisariat.
Robert czuł się zawiedziony skutkiem i jednocześnie zawstydzony.Ale przynajmniej czuł, że zabijając więźniów będzie miał czyste sumienie. Dał im wybór, a ich reakcja byłe nie tyle pewna, co po prostu pojawiła się ona pod wpływem zaskoczenia.Ale jak to mówił mentor Roberta "zawsze należy spodziewać się niespodziewanego." Mrugając kilkakrotnie i łapiąc oddech "maszynobójca" wykonał sekwencję ataku wyglądająca mniej więcej tak- przeładowanie magazynka ukrycie się za wnęką, delikatne, dyskretne wyjrzenie w celu ujrzenia położenia zbiegów, którym nota bene bardzo się dziwił.
"Trójka głupców. Na co oni liczą? Że wyrżną cały komisariat, fatalna taktyka. Ja na ich miejscu już bym się ewakuował. Zresztą, co im to da, siedzą w najlepiej chronionym, poniekąd najbezpieczniejszym mieście w całych zasranych, post apokaliptycznych Stanach!"
W pewnym momencie mężczyzna wychylił się, przymierzył i oddał dwa strzały, po czym ponownie stanął za ścianą.
30.01.2010 20:56
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #14
RE: Komisariat.
Carter zepchnął z siebie kobietę, która zaskoczona nawet nie stawiała oporu. Robert bezpiecznie przeładował jednocześnie chowając się za wnękę. Taktyka uciekinierów nie zmieniła się. Nadal posuwali się w stronę wyjścia na przemian się ostrzeliwując. Ich zgranie, a także profesjonalizm był zadziwiający. Można było odnieść wrażenie, że na prawdę uda im się uciec. Człek z wioski niedaleko Miami wychylił się i oddał dwa strzały. I były to dwa celne strzały. Pierwsza kula wbiła się w prawą nogę jednego z więźniów, druga zwieńczyła dzieło wlatując między oczy nieszczęśnika. Martwe ciało zwaliło się na ziemię. Pozostała dwójka widząc nieżywego kolegę skupiła ostrzał na Carterze. Na nic się to jednak zdało. Ten bowiem stał bezpieczny za ścianą. Bandyci dali się ponieść emocjom i popełnili błąd. Odsłonili się. Funkcjonariusze wykorzystali to w pełni. Kilka sekund później wszyscy uciekinierzy leżeli martwi. Diana podniosła się. Poprawiła kurtkę, podeszła do Roberta i wymierzyła mu siarczysty policzek.
-Tak się nie traktuje kobiet. - syknęła mu prosto twarz.
30.01.2010 21:07
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #15
RE: Komisariat.
Carter zastanawiał się, w którym momencie stracić nad sobą panowanie, lecz po króciutkiej chwili dał sobie spokój i jedyne, co mógł powiedzieć to:
Ależ ja traktuję kobiety lepiej, niż samego siebie, ale powiedz mi, dlaczego tak samo miałbym postępować z ropuchami? Wypowiadając ostatnią sylabę swojej kwestii zdał sobie sprawę, że to co powiedział, było obrzydliwym nietaktem, chociaż szczerze mówiąc, mało obchodziły go relacje z kimkolwiek. Jedyne, czego w tej chwili chciał to pewności, że pozostałe kilka naboi jak najszybciej się zwielokrotnią, mówiąc wprost, chciał mieć pewność, że znajdzie pracę. Teraz schował jedynie broń i usiadł na najbliższym krześle, ewentualnie oparł się o biurko, stół, w ostateczności ścianę.
Jesteśmy na wojnie, droga pani. Nie powinnaś narzekać, bo to nie są czasy radości, swobody i odmiennego traktowania kobiet.- dodał.
30.01.2010 21:19
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #16
RE: Komisariat.
Diana nie patyczkowała się, a tym bardziej nie miała zamiaru dać sobą pomiatać. Zamachnęła się, ale w tym momencie ktoś złapał ją za ramię. Jakiś funkcjonariusz upaprany krwią, swoją albo kompana, odezwał się zmęczonym głosem.
-Nie potrzeba nam więcej trupów. Hej, dzięki za pomoc. Wam obydwu. - kobieta odburknęła coś o chamstwie Roberta, kiedy do budynku wbiegł dobrze znany Carterowi mężczyzna. Clark, ten co mu proponował przed chwilą pracę. Był zdyszany, a z ramienia ciekła mu krew.
-Moloch się wkurwił i zaatakował miasto. - wypluł słowa jednym tchem. W komisariacie zawrzało. Policjanci rozbiegli się, główna jednak ich część pchała się do wyjścia i magazynów z amunicjom. Inni nie dowierzali i stali na środku z otwartymi gębami.
-Moloch? Tutaj? Zaatakował NY?! - dziewczyna straciła cały swój zapał. Popatrzyła na swój pistolet, później na Cartera -Masz rację, mamy wojnę. Więc przydaj się do czegoś. Chyba nie masz zamiaru tutaj zostać? Mam kumpla na lotnisku. Jakoś stąd uciekniemy. Ale nie zrobię tego sama.... - przerwał jej ten sam policjant, który jeszcze przed chwilą powstrzymał ją przed bujką.
-Hej, pomóżcie nam. Musimy natychmiast wspomóc jeden z naszych oddziałów. Chodźcie! - rzucił im błagalne spojrzenie, odwrócił się na pięcie i ruszyłem biegiem w stronę wyjścia.
30.01.2010 21:31
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #17
RE: Komisariat.
Robert westchnął z uśmiechem na ustach. Wreszcie coś dla niego. Żałuje tylko, że stracił swój cały sprzęt, ostając się jedynie z podstawowym wyposażeniem. Nie zwracając uwagi na pannę Ropuchę szedł za policjantem.
"Ropucha....ja nie mogę, ale wyjechałem. By the way: co do cholery robią tutaj maszyny?! I jak ja je mam zatrzymać jedynie z pistoletem i kilkoma nabojami? Zaraz, spokojnie, pojętny zabójca i z tym sobie poradzi, tak jak niegdyś Jack- kucharz z mojej wioski. Potrafił z kilku liści i starych przypraw zrobić sałatkę tak dobrą, że nawet najwięksi baronowie wcinaliby ją ze smakiem i melodią na ustach. Dobra, dość tych przemyśleń, czuję się pokrzepiony, a w ostateczności umrę, bo to najłatwiejsza droga do odpoczynku."
30.01.2010 21:48
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #18
RE: Komisariat.
Drzwi rozwarły się przed Robertem tak cicho, że aż niemożliwe. Wynikało to jednak z faktu, że na zewnątrz panował chaos. I to chaos w tym najgorszym wydaniu. Carter widywał już taki chaos. Ten obraz nigdy się nie zmieniał i zawsze wyglądał tak samo. A mianowicie tak: maszyny, ciężkie opancerzone imitacje czołgów najeżone karabinami i lufami strzelały i pruły do wszystkich i wszystkiego. Na przeciwko wieżowiec trawił pożar. Budynek nie wytrzymał i z głośnym łoskotem po prostu się zapadł. Na ziemię lunął deszcz cegieł. Ludzie padali, maszyny szły dalej. Policjanci robili co mogli. Wsiadali do swoich hammerów i strzelali z CKM'ów, ale na niewiele to się zdawało. Jeden, może dwa roboty zatrzymały się reszta jednak, jak czarne może nieustępliwie parły do przodu zadając śmierć i zniszczenie. Czas zwolnił. Wszędzie dało się słyszeć wystrzały, krzyki konających, urywki rozkazów tych, którzy jeszcze nie stracili głowy. Nad głową człowieka z Florydy przeleciały cztery helikoptery. Wypluły z siebie rakiety, a te z charakterystycznym sykiem pomknęły w stronę przeklętych tworów Molocha. Zatrzymało to je na góra pięć sekund. Po trupach swoich pobratymców mechaniczne stwory szły dalej, przed siebie niosąc śmierć i zniszczenie. Były idealnie po prawej tronie od Cartera (stamtąd też co chwila leciała w jego stronę seria pocisków), po lewej policjanci na szybko tworzyli prowizoryczną barykadę z samochodów i metalowych płyt.
Za Roberta wybiegła Diana, która nie zastanawiając się wcale pobiegła w stronę funkcjonariuszy.
31.01.2010 18:37
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #19
RE: Komisariat.
Carter dzięki swej jakże przydatnej umiejętności spróbował wypatrzyć jakiś słaby punkt jednej z maszyn nieopodal, licząc że chociaż na tyle się przyda. Co jak co, ale rozpoznanie słabszego punktu Molocha nie powinno być trudne- z takiego założenia wychodził Robert. Wyszukując wady maszyny ostrożnie, uważnie, krok po kroku zbliżał się do maszyn, co by więcej zobaczyć. Z pewnością skupić się nie pomagała mu wszechobecna wrzawa, krzyk, śmierć i zniszczenie.
Hałas.
Mnóstwo myśli kołotało się po głowie mężczyzny, jednak musiał ustąpić na rzecz prowizorycznego sprawdzianu wydajności śmiercionośnej maszyny. Carter doszukując się luki błagał Boga o pomoc. Jeżeli Moloch wyrżnie Nowy York, to ostanie się tylko jedno miejsce stawiające czynny opór- Posterunek. A do tego przecież dopuścić nie można.
Jesteśmy na wojnie...- powtórzył cicho.
31.01.2010 23:33
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #20
RE: Komisariat.
Carter jak na kogoś kto walczył już z maszynami zachował się dość nierozsądnie podchodząc do nich. Wszakże wielka ściana metalu z której raz po raz leciały kule w jego stronę nie była chyba właściwym kierunkiem. Bądź co bądź Bogu to osądzać. Była noc, ciemno, wrzawa i śmierć dookoła. Mimo wszystko Roberta doświadczenie na coś się w końcu przydało. No tak, Moloch był jak zwykle ostrożny. Prące w stronę człowieka z Miami maszyny były najbardziej prymitywnym typem jaki widział w całym swoim życiu. Wystarczył celny strzał w podwozie i robot stawał. Była tam bowiem jednostka centralna ustrojstwa. Cóż, biorąc pod uwagę ilość maszyn Carter raczej sam wszystkich nie zatrzyma i zniszczy. Znalazł się w fatalnej pozycji. Tuż przed nim, może z dwieście metrów były maszyny, które uparcie strzelały i kierowały się w jego stronę. Za to za plecami Roberta, pięćset metrów dalej, była już zbudowana prowizoryczna barykada. Stamtąd w stronę maszyn co chwile leciała jakaś seria z karabinu. Niestety policjanci nieudolnie celowali w korpus i głowę maszyn. Gdyby tylko mógł im powiedzieć...
01.02.2010 18:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Szukaj

Nasi sponsorzy


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości