|
Komisariat.
|
| Autor |
Wiadomość |
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Cholera jasna- krzyknął Robert, a dając upust swojej wściekłości (co było rzadkością w jego przypadku) wykrzyczał jeszcze kilka innych słów. Nie mając wiele czasu na zastanowienie szybko pomknął na zbocze ulicy, próbując co chwila chować się za jakimś śmietnikiem, wyrwami w budynkach. Szedł w stronę barykady. "Trzeba przyznać, szybko się z nią uwinęli"- pomyślał zdziwiony- "Ale nie jest dobra, znalazłem już około osiem słabszych punktów, jeżeli te ustrojstwa w nie trafią, całość może zawalić się w mgnieniu oka." Podchodząc na pewną odległość starał się wykrzykiwać w stronę strzelających policjantów- STRZELAĆ W PODWOZIE! Licząc na znalezienie czegokolwiek, chociażby jakiejś kryjówki nieopodal, mężczyzna wytężył wzrok i pospiesznie wyszukiwał w miarę bezpiecznego miejsca, lub przynajmniej bezpieczniejszego od stania na linii strzału. Ileż to on by dał, byle tylko pokonać maszyny. Problemem może być jedynie fakt, że zabraknie amunicji, według Cartera szanse na wydostanie się były małe. Ale maszynobójcy nie wolno się wycofywać. To najprawdopodobniej samobójcza misja...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.02.2010 20:46 przez PabloZ.)
|
|
| 01.02.2010 20:43 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Komisariat.
Robert nie musiał się na trudzić by znaleźć bezpieczną kryjówkę. Rzucił się przed siebie i wpadł w metrową dziurę powstałą zapewne w wyniku wybuchu jakiejś rakiety. Mimo, że ogólny hałas tłumił wszelkie odgłosy polecenie Cartera doleciało do uszu walczących. Pchani wiarą w jego słowa pakowali kule w podwozie maszyn. I, o dziwo, to zadziałało. Nawet wśród wrzawy do uszu mężczyzny doleciały odgłosy radości i jakby zbiorowe westchnienie ulgi. Następnie walka przebiegała coraz bardziej na korzyść ludzi. Roboty musiały się zatrzymać. Człowiek z Miami zdał sobie nagle sprawę, że coś leci w jego stronę. Nim zdążył cokolwiek zrobić silna eksplozja cisnęła nim w górę i z głośnym łoskotem upadł z powrotem na ziemię uderzając głową o jakiś kamień.
Zemdlał.
Obudziło go silny ból policzka. Pochylała się nad nim dobrze znana mu kobieta. Diana widocznie nie zauważyła, że mężczyzna się już ocknął więc wymierzała jeszcze jeden silny cios w twarz Roberta. Wokół było spokojnie. Carter zdał sobie sprawę, że leży na czymś twardym i niewygodnym. Było to biurko w znanym mu pomieszczeniu. Komisariat był prawie pusty. Prócz Diany i Roberta, obok biurka stał jeszcze tylko funkcjonariusz, który obronił go przed kobietą i poprosił o współpracę. Właśnie ten jegomość odezwał się jako pierwszy.
- Na litość boską, żyjesz! Dziękuje, dziękuje! - radośnie szarpał Cartera za ramię - Nazywam się Frank O'Donnel, jestem komisarzem tej policji. Twoja pomoc okazała się nieoceniona. Boże, na prawdę spadłeś nam jak z nieba. Gdyby nie ty pewnie byśmy już gryźli glebę. Dziękuje, dziękuje! - krzyknął jeszcze raz. Widocznie adrenalina pomieszana z ogromną dawką radości dawała mu się we znaki bo cały się trząsł.
- Fakt, pomogłeś. - Diana niechętnie rzuciła mu przepraszające spojrzenie - Nie sądziłam, że w tym zasranym kraju ktoś ma jakiekolwiek poczucie wartości, ale widać tacy idioci jak ty jeszcze się pałętają. - uśmiechnęła się. Najpewniej w jej mniemaniu był to komplement w stronę Cartera.
[off] Za niezwykłą moralność i błyskotliwą obronę miasta możesz dopisać do swojej zacnej karty 2 Punkty Reputacji w Nowym Yorku. Oczywiście dobrej  [/off]
|
|
| 01.02.2010 20:58 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Robert, czując się zupełnie jak na kacu, spojrzał jedynie na Dianę i uśmiechnął się.
- Coś mi się stało?- zapytał mimo wszystko przejęty tłumioną radością. Nie czekając na odpowiedź próbował się podnieść. Mimo szczęścia Carter bardzo mocno zdziwił się, że odzyskał świadomość, że dane mu było spotkać inne ludzkie twarze, poczuć ból, oddychać...
Niewątpliwie wstawanie sprawiało mu spory ból, w końcu brutalnie spadł na plecy.
-Ile czasu jestem nieprzytomny? Jak sytuacja?-zaatakował funkcjonariusza kolejnymi pytaniami. Mężczyzna przeciągnął się na swoim miejscu i sprawdził, czy ma przy sobie wszystko ze swojego, nie oszukujmy się, ubogiego ekwipunku.
|
|
| 01.02.2010 21:07 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
- Jesteś pewna? Czuję, że to ważne. Nie widziałaś, czym w Ciebie rzucił?- napierał niemiłosiernie, patrząc prosto w oczy pannie Dianie. Czując ból tu i tam Robert wiedział, że nie powinien się zbytnio wychylać. Nie bardzo było mu to na rękę, gdyż misja nie została wykonana. Walka trwa nadal. Nie zwracając uwagę na wszystko inne nadal patrzył się na kobietę-A może chociaż wiesz, gdzie Ci to mogło wypaść?- owe pytanie przedstawione było bardziej w otoczce szyderstwa, zupełnie jakby mężczyzna już wiedział. W oczekiwaniu na odpowiedź sięgnął powoli do kabury, by obejrzeć stan swojej broni. Niewątpliwie po niedawnym brutalnym spotkaniu z ziemią ucierpiała i ona. Liczył, że zda się jeszcze do działania.
"Jeden dzień, a już mam dość. Mentor miał rację, Nowy York to najgorsze miasto w całych Stanach. Już wolałbym, jak maszyny wyrzynają Dakotę lub podróżować na północ Kanady, co zawsze było jego marzeniem. W dzisiejszych czasach niestety niemożliwym.
|
|
| 01.02.2010 21:25 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Komisariat.
Diana wydawała się urażona. Wydęła usta i z całą pewnością stwierdziła.
-Była to jakaś paczuszka. Schowałam ją do kieszeni, ale wypadła mi - zaakcentowała ostatnie słowo -Podczas wchodzenia do komisariatu. Myślisz, że sam się położyłeś na tym biurku? Taaa... - odwróciła się i kucnęła nad ciałem jednego z uciekających, jeszcze niedawno, bandytów. Frank uśmiechnął się ciepło w stronę Cartera, jednak uśmiech natychmiast zastąpiła skupiona mina człowieka, który właśnie zdał sobie sprawę, że jego miasto jest niszczone przez przeważające siły wroga.
-Myślę, że bardzo nam pomogłeś i zasługujesz na coś więcej niż szacunek. Potrzebujesz czegoś? Oczywiście, że potrzebujesz - jak każdy! - zaśmiał się sztucznie, ale najwyraźniej nie przejmował się tym faktem. Krótkofalówka na jego ramieniu zaskrzeczała i powietrze przeciął głos jakiegoś mężczyzny.
-Wycofują się. Jakiś mężczyzna przy barze "Smocza strzała" rozkurwił z pięćdziesiąt tych skurwysynów. Straciłem dwunastu ludzi, a on sam pokonał wszystkich. Do diabła, mamy szczęście.
-Przyjąłem. Przyślijcie go do mnie. Tutaj też mamy bohatera. Powinni dostać podziękowania od kogoś ważniejszego.
-Tak jest, sir! - O'Donell przekręcił pokrętło przy krótkofalówce wyłączając ją na amen.
|
|
| 02.02.2010 19:01 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Sądząc po sytuacji w Nowym Yorku, pomimo wielu strat, udało się wygrać z maszynami. Robert wyskoczył z delikatnym uśmiechem i rzekł:
-Wycofają się. Nie są tak głupie, by tracić wszystko.
"Może zacznę ścigać niedobitki, jak już się stąd wydostanę? Przyda się trochę ich sprzętu opylić, a dawno nic nie czytałem"- pomyślał. Fakt, minął już prawie rok, od kiedy ostatnio czytał jakiekolwiek dzieło. Była to powieść pod tytułem "Kod Chaosu" J. Richards. Bardzo przyjemna książka, choć znacząco odbiegała od gustu Cartera- fana książek wymagających myślenia. Logika była mocnym punktem mężczyzny, choć pozory by na to nie wskazywały.
Po kilku minutach, czując się już nieco lepiej odezwał się do Franka:
- Pomóc w czymś jeszcze? Cholernie dziwnie brzmiało to pytanie w jego ustach. Zwykle sam się tak ochoczo nie oferował. Najwidoczniej pod wpływem chwili poczuł się jak człowiek, który coś może.
|
|
| 02.02.2010 19:23 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Komisariat.
Frank poklepał się po kieszeni z tyłu spodni i wyciągnął stamtąd trzy magazynki do Desert Eagla. Wcisnął je w milczeniu Robertowi. Uśmiechnął się przy tym. Tym razem szczerze.
-Myślę, że pomogłeś już wystarczająco. I wydaje mi się, że zasłużyłeś na podziękowania od kogoś lepszego niż ja. Jest noc, z tego co widzę to już wpół do drugiej. Bynajmniej według moje zegarka. Na górze jest kwatera. Po schodach, korytarzem w lewo, pierwsze drzwi po prawej. Tu masz klucz. Prześpij się. Jutro, gdy sytuacja ochłonie, pogadamy. - podał Robertowi wspomniany klucz do pokoju. Diana w tym czasie sugestywnie chrząknęła.
-Nie zapominaj, że gdyby nie ja, to ten młokos dawno by nie żył. - podeszła do O'Donella na diametralnie bliską odległość.
-Mi też się coś należy. - policjant delikatnie pchnął ją do tyłu.
-Myślę, że sama się nagrodziłaś. Chyba, że mam Cię przeszukać. - było to oczywiste nawiązanie do kradzieży jakiej się dopuściła nie przekazując Carterowi paczuszki od tajemniczego jegomościa. Kobieta zrezygnowana usiadła na biurku obok Zabójcy Maszyn.
-Pozwolisz, że prześpię się u Ciebie? - położyła mu dłoń na ramieniu. Pani ropucha wydawała się dziwnie zmęczona i smutna. Jakby cały ciężar problemów tego świata zwalił się na jej ramiona.
|
|
| 02.02.2010 19:44 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Komisariat.
Robert przyjął nagrodę odpowiadając uśmiechem na uśmiech. Wokoło tyle śmierci, bólu, zniszczeń i zagrożenia, a on musiał odpocząć. Ciężko byłoby mu zasnąć w takich warunkach, mimo że powinno to być dla niego chlebem powszednim. Trup ściele się gęsto nie od dziś.
Podczas monologu potakiwał skinieniami głowy. Było to co prawda dość wymuszone, gdyż faktycznie z chęcią by się położył, zapomniał choć na minutę o tym, co się wokoło dzieje. Ale nie da się. Mężczyzna zdawał sobie sprawę, iż uczucia są ulotne. Nie ma sensu się cieszyć, że przeżyje się jeden dzień dłużej.
Carter zgodził się na propozycję Diany czując, że chyba ma mu coś ważnego do powiedzenia. Stanął w końcu na nogi i powolnym krokiem opuszczał aktualne pomieszczenie.
AŁ, moje obolałe wszystko- mruknął pod nosem zdobywając sukcesywnie stopnie schodów. Nie czekając na towarzyszkę niedoli, która łaskawie go uratowała, wpakował się do pomieszczenia.
|
|
| 02.02.2010 23:05 |
|
|
|