Nie pamiętam hasła   -   Rejestracja








Komisariat.
Autor Wiadomość
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #41
RE: Komisariat.
Yerb przyjrzał się vice-prezydentowi. "Ciekawe skąd tyle wiedzą. Jakoś zawsze słyszałem że są problemy z wydobyciem czegokolwiek z maszyn. Poza częściami i amunicją" - tak myśląc mimowolnie poklepał swoje dwie skrzyneczki. "Może mają jakąś nową technologię?"
- Jak dla mnie robótka jak każda inna. Czy będzie łatwo ich przekonać do pomocy? Mam nadzieję, że macie mocne argumenty dla nich.
Tak mówiąc zaczął się zastanawiać jak jego pobratymcy na to zareagują. Wiele razy walczyli i z amerykanami jak i przeciw.
- A tak poza tym to macie niezłe informacje o Molochu i jego planach. Wyprawa szykuje się dość ważna więc pewnie macie już na to przygotowane coś niecoś. Może się trochę pochwalicie jak to sobie zaplanowaliście?

[Obrazek: dvk6rt.gif]
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.02.2010 23:20 przez gkeb.)
05.02.2010 23:18
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #42
RE: Komisariat.
Vice-prezydent uśmiechnął się lekko widząc, że mimo wszystko zgodzili się na tak trudne zadanie jakim niewątpliwie jest zjednoczenie całych Stanów pod jednym sztandarem. Jajogłowy wskazał im dłonią mapę leżącą na biurku i również gestem ręki nakazał im się zbliżyć. Mapa przedstawiała przedwojenne Stany Zjednoczone z zaznaczonymi wszystkimi większymi miastami. Wskazał palcem na punkt znajdujący się około pięć centymetrów nad napisem Nowy York. W rzeczywistości było to około osiemdziesiąt kilometrów.
-Dzięki naszym jednostką wywiadowczym wiemy, że maszyny zbierają się w tamtym rejonie od wczoraj rano. Sądziliśmy, że po prostu szykują się do przejęcia elektrowni atomowej leżącej pięć kilometrów na wschód, ale one ruszył na miasto. Odparliśmy je, ale roboty nadal się tam zbierają. Dwieście, może trzysta tysięcy. I nie mówię tutaj o tych konserwach, które były w mieście. Do walki szykuje się najcięższy Mobsprzęt i Roboludzie. Cała najcięższa artyleria jaką Moloch dysponuje. Nie wiem ile mamy czasu. Cóż, prezydent pozostawia wam zupełną dowolność w podróżowaniu, ale jak dla mnie powinniście zacząć od Federacji Appalachów. Jak może wiecie budujemy razem z nimi kolej i ona ukończona jest już w miej-więcej trzech czwartych. Jechanie wzdłuż budowy będzie bezpieczne i szybkie. Tam musicie skontaktować się z lokalnym lordem. Resztę dowiecie się na miejscu. W każdym razie komisarz ma przy sobie wszelkie dokumenty potrzebne do nakłonienia Federacji do pomocy. Kiedy zdobędziecie pomoc od nich warto skontaktować się z Posterunkiem. Nie mam pojęcia gdzie są, ale ich przedstawiciel na pewno będzie niedaleko Miami więc jeśli dotrzecie do niego, od razu możecie zajrzeć do Miami właśnie. Posterunek pomoże nam bo również mamy z nimi niepisaną umowę o wspólnym wspieraniu się. Miami, cóż... to już leży w waszej gestii. Groźba podboju całych Stanów na pewno zadziała na ich wyobraźnie, ale będziecie musieli wymyślić sposób by przekonać lokalną ludnością. Tak samo w Vegas, Texasie, Hegemonii, Salt Lake City i Missisipi. Co się tyczy plemion Indiańskim możemy zapewnić im bezpieczne tereny wokół miasta. Jeśli uda wam się przekonać te wszystkie skupiska ludności to będzie cud. Ale to nie koniec. Istnieje jeszcze kilka osób zdolnych nam pomóc. Partyzanci Doktora Alluvacha to najcenniejsi z pomniejszych sojuszników. Alluvach to największy umysł naszych czasów. Pomóc mogą nam również Pazury. Organizacja paramilitarna. Znakomici najemnicy i zabójcy. I... to wszystko. - odetchnął głębiej kończąc swój monolog. -Jakieś pytania?
05.02.2010 23:36
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #43
RE: Komisariat.
Wygląda na to, że będziemy współpracować- rzucił w stronę czerwonoskórego beznamiętną tonacją. Wielkim nietaktem byłoby, gdyby się nie przedstawił.-Robert Carter- wypowiedział i wyciągnął rękę. Nie miał wcale zamiaru wdawać się w jakieś relacje z nowo poznanym. Był tylko jego towarzyszem podróży, a Robert dobrze wiedział, że na towarzyszy trzeba uważać.
Carter dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nigdzie nie widział Diany. Nie wydawało mu się to istotne, mimo że kobieta "wisiała mu" jeszcze rekwizyt za zwycięstwo w kartach. Mężczyznę dopadła mała chandra. Gdy widział, jak wszystkie te miasta są od siebie oddalone uważał, że całość zajmie im co najmniej pół roku. Kiedy już pan prezydent poprosił o pytania Robertowi nasunęło się kilka:
- Zna pan nazwiska tych kontaktów?- zapytał najpierw, a po pauzie dorzucił-Kiedy wyruszamy?
"Być może warto poszukać sojuszników wśród przyjaciół?"- zastanawiał się. Owymi "przyjaciółmi" okazuje się być Gordon, starszy już łowca maszyn, jego nauczyciel. Cały czas liczył, że żyje.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2010 00:28 przez PabloZ.)
05.02.2010 23:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #44
RE: Komisariat.
Na to wygląda - odparł Yerb. - Mam nadzieję, że współpraca przebiegnie pomyślnie dla każdego - dodał ściskając dłoń Roberta. Nie odczuwał żadnych ciepłych uczuć do nowopoznanego towarzysza podróży ale też nie zamierzał zdzierać z niego skalpu - "no nie tak od razu pierwszej nocy" - pomyślał sobie uśmiechając sie do tej przewrotnej myśli.
Przyjrzał się uważnie mapie. Zdawał sobie doskonale sprawę iż jego pobratymcy stoją akurat na drodze między Molochem a Nowym Yorkiem.
- Jeżeli liczycie na pomoc Indian to proponuje już teraz wysłać do nich sygnał o tym co się dzieje i gdzie zbiera się Moloch. Z jednej strony da Wam to u nich plusy w negocjacjach. Z drugiej nam, ludziom pustkowi, pomoże to w przeniesieniu niektórych rodzin żyjących w tym regionie.
Słysząc pytanie Roberta dodał
- Również interesujące jest jak dla mnie to, czym pojedziemy. Skoro liczy się czas to potrzeba czegoś szybkiego. Odległości są spore do pokonania.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
06.02.2010 00:08
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #45
RE: Komisariat.
O'Donell wyręczył vice-prezydenta w odpowiedzi.
-Mam samochód. Dość dobry. I z tego co wiem kilku naukowców przy nim grzebało więc w Detroit będziemy mieli jakiś szacunek już na wstępie. Wyruszamy natychmiast. Nie ma czasu do stracenia. - jajogłowy potaknął głową.
-Co do Indian. Oczywiście, że ich powiadomimy. Ale i tak musicie do nich jechać i grzecznie poprosić. - uśmiechnął się ironicznie. Do komisariatu wszedł mężczyzna w ciężkim, ale na prawdę ciężkim pancerzu. Szepnął coś do ucha vice-prezydentowi ten kiwnął głową i ponownie zwrócił się do swoich rozmówców.
-Muszę iść. Powodzenia. Niech Bóg ma nas w opiece. - obrócił się i wyszedł razem z "pancerniakiem" z budynku. Frank odsapnął głośno. Dopiero teraz krople potu wstąpiły na jego czoło.

PabloZ
Diana podeszła do Cartera lekko marszcząc czoło jakby nadal nie rozumiejąc co się właśnie stało.
-Ty? - dźgnęła go palcem w tors -Ty masz ocalić nas wszystkich? Zabawne. Zawsze myślałem, że to będę ja... - zaśmiała się lekko patrząc swoimi żółtymi oczyma w oczy mężczyzny.

gkeb
Hal właśnie pocierał nos kiedy podchodził do Yerba. Włożył okulary i delikatnie się uśmiechnął.
-Jeśli chodzi o medalion moich przodków nie ma to teraz znaczenia. Na pewno nie w kontekście końca świata. - wysilił się na blady uśmiech, ale zrobił się tylko grymas rozpaczy -Więc nasze drogi się rozchodzą w tym momencie. Miło było pana poznać. I dziękuje. Chociaż nie ma za co. - wystawił drżącą rękę na pożegnanie jednak w jego oczach tliła się jakby iskierka nadziei.
06.02.2010 00:19
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #46
RE: Komisariat.
- A co, może ty?- zapytał szyderczo i wykonał identyczny ruch palcem, co żółtooka.-Jasne, ratuj. Może masz ochotę wybrać się z nami? W bagażniku zawsze znajdzie się wolne miejsce.- dodał mówiąc poważnie. Nie wiedzieć czemu widząc Dianę miał ochotę z nią rozmawiać, otworzyć się. Lecz nie dał tego po sobie okazywać, gdyż byłby spalony i narażony na niebezpieczeństwo ze strony kobiety. Jakże atrakcyjnej, dodając. Wcześniej w niej tego nie widział, być może dlatego, że była noc?
Oczekując na odpowiedź ze strony młodej panny z hotelu "Tost" obrócił się i skierował do O'Donella:
Weźcie prowiant, na pustkowiach niewiele już można znaleźć. Wiedział, co mówi. Był rangerem. Przypominając sobie o pewnej rzeczy, Carter szybko pobiegł na górę, do swojego pokoju. Po kilkunastu sekundach wrócił odziany w swoją kurtkę.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.02.2010 19:36 przez PabloZ.)
06.02.2010 00:33
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #47
RE: Komisariat.
- Jak dla mnie możemy jechać. Długa droga przed nami. - rzucił do O'Donella. - Mam nadzieję, że poza oczywistymi rzeczami jak prowiant i woda, których nie tak łatwo znaleźć na pustkowiach, posiadasz w swoich zasobach odpowiednią siłę ognia. Taka podróż na pewno przyciągnie uwagę takich, co liczą na łatwy i szybki zarobek a nie zawracają sobie głowy sprawami przeżycia kraju.
Widząc reakcje Hala i słysząc jego słowa odpowiedział mu:
- Wiem, że obiecałem i dotrzymam obietnicy. Niestety nie mogę teraz tego zrobić ale nadejdzie taki czas. Bądź dobrej myśli.
Podszedł do najbliższego biurka, położył na nim jedną ze skrzynek z nabojami. Po otwarciu zaczął wyciągać naboje i przekładać je do wewnętrznych, specjalnie do tego przystosowanych, kieszeni. Lubił mieć odpowiedni zapas amunicji zawsze pod ręką. Widząc, że nie całą skrzynkę w taki sposób upakuje zwrócił się do obecnych:
- Macie może jakieś pasy na naboje?

[Obrazek: dvk6rt.gif]
06.02.2010 18:34
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #48
RE: Komisariat.
Frank wyprosił grzecznie pozostałych funkcjonariuszy i zabrał głos nim Hal i Diana zdołali zareagować na odpowiedzi mężczyzn.
-Ruszamy teraz, ale pozostaje nam ustalenie dokąd jedziemy najpierw i kto będzie prowadził. Mogę ja, kierowcą jestem... znośnym. Zresztą, gdziekolwiek byśmy nie jechali, odległość większa niż sto kilometrów to przecież podróż na trzy dni. Oczywiście mam już zapasy w aucie. Zarówno naboi, broni, leków jak i żywności, ale nie starczy nam na więcej niż sześć dni. To problem na później. - podszedł do skrzynki i nabrał garść naboi wsadzając je do specjalnego pasa -Te, też weźmiemy do auta. - wskazał na skrzynkę. Diana również podeszła do pudełka i zaczęła pakować naboje -Jadę razem z Wami. Do diabła, też chcę mieć udział w ratowaniu świata. I coś mi się wydaje, że kobiece walory - klepnęła się zadziornie po udzie -przydadzą się w tym męskim towarzystwie. - O'Donell przyjął oświadczenie w milczeniu, nie protestował. Hal bez słowa kiwnął głową Yerbowi na pożegnanie, obrócił się na pięcie i wyszedł z budynku.
-No to gdzie najpierw? - komisarz oparł się o biurko -Mamy przed sobą całe Stany do zwiedzenie, ale od czegoś trzeba zacząć. Proponuje Federację Appalachów. Stamtąd łatwo dotrzeć do Miami. A tam ma być też kontakt z Posterunkiem. Później drogą morską do Hegemonii, Texas, Vegas, Salt Lake City i na końcu Detroit. Wracając tutaj zahaczymy o Indian. - zakończył gapiąc się w skupieniu na mapę leżącą na biurku. Kobieta żachnęła się niesamowicie.
-Co za bzdura. Lepiej jechać od razu do Detroit. Tam da się skołować jakiś porządny wóz. Później do Vegas. Nachapiemy się prochów, którymi przekupimy tępych pół-mózgów z Hegemonii. Udobruchani Texańczycy z radością nam pomogą bo ochronimy ich trzódki od baditos z południa. - miała tu zapewne na myśli właśnie Hegemończyków -Później Federacja, później Miami i na końcu Posterunek, a na samym końcu zasrani Indianie i ich oszczepy. Bez urazy. - uśmiechnęła się wrednie w stronę Yerba. Frank zaprotestował.
-Myślisz, że Posterunek nie zorientuje się, że coś robimy? Poczują się urażeni, że nie poprosiliśmy ich pierwsi nie mówiąc o tych idiotach z F.A. Jakieś pomysły? - rzucił w stronę bohaterów miasta.
07.02.2010 16:06
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #49
RE: Komisariat.
Robert westchnął. Nigdy nie czuł się urodzonym przywódcą, człowiekiem mogącym wskazać kierunek pozostałym, aczkolwiek sprawiało mu to pewnego rodzaju satysfakcję. Miło, że ktoś wreszcie liczy się w jakiś sposób z jego zdaniem. Później może być gorzej, gdyż nigdy nie lubił szumu wokół siebie. Z jednej strony propozycja O'Donella byłaby najrozsądniejsza, z kolei Diany- najwygodniejsza.
"No dobra."- pomyślał- "Skoro już mam dołożyć swoje trzy centy, to powiem to, co najbardziej oczywiste."
- Pojedziemy na Appalachy, tam jest najbliżej. Później zdecydujemy, co zrobić dalej.
Poświęcenie dla owej misji oznacza rzecz niebywale smutną dla Cartera. Nie będzie on miał czasu rozsiąść się wygodnie w cichej norze i poczytać, żeby móc jeszcze odróżnić litery "P" i "B". Poza tym, jakoś nie pchało go do Miami, podobno sposób zarządzania tym burdelem zmienił się diametralnie, a rodzinna wieś jest oddalona o kilkanaście kilometrów, więc czasu nie będzie.
07.02.2010 17:46
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,504
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #50
RE: Komisariat.
Indianin spoglądał na mapę. Żadna z dróg nie wydawała się idealna i każda była bardzo długa. Znał świat na zewnątrz i wiedział, że wiele ich będzie kosztować każda przejechana mila. Przysłuchiwał się dyskusji nad wyższością każdej z tras.
- Każda trasa ma swoje plusy i minusy. Żadna nie jest gorsza od innych - powiedział. - Ważne byśmy tak wyznaczyli odległości od poszczególnych punktów, by nam zapasów starczyło w drodze. Appalachy wydają się na tyle bliskie, że może jednak warto je odwiedzić na początku. Dodatkowym plusem tego jest to, że jak słyszeliśmy jest budowana kolej między NY a nimi. Ułatwi to przejazd, a skoro jest już jakaś umowa z nimi, jakaś współpraca, to przeprowadzenie tam rozmów powinno być trochę łatwiejsze. Tak uważam.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
07.02.2010 23:44
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Szukaj

Nasi sponsorzy


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości