Ocena wątku:
- 0 Głosów - 0 Średnio
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
|
Komisariat.
|
|
| Autor |
Wiadomość |
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
Komisariat.
Na prawdę ciężko uwierzyć, że ktoś mógł tego dokonać, ale udało się. W Nowym Yorku funkcjonuje policja i jest niesamowicie skuteczna. Wynika to z faktu, że ma dostęp do przedwojennych zaspasów broni i sprzętu. Jeżdżą opancerzonymi ciężarówkami z zamontowanymi działami na dachach. Przeciętny glina wygląda mniej więcej tak: ciemny strój, kamizelka kuloodporna i karabin w dłoniach. Jeśli chodzi o mniejsze jednostki to poruszają się one w Jeepach. Można odnieść wrażenie, iż NY to państwo policyjne.
Sam budynek to, o dziwo, dawna poczta. Wypełniona po brzegi zabieganymi ludźmi i więźniami. Zbudowano również prowizoryczne cele.
|
|
| 28.12.2009 17:24 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Komisariat.
Samochód nie eksplodował, nie zatrzymał się. Nikt również na Cartera nie napadł. Wszystko było w tak dobrym porządku jak tylko mogło być. W końcu Robert dojechał pod komisariat. Właśnie wychodziła z niego grupka policjantów i załadowała się do pancernej furgonetki po czym odjechali na sygnale.
|
|
| 30.12.2009 22:32 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Komisariat.
Robert wysiadł z samochodu, zamknął drzwi, oparł się łokciem o dach auta, spojrzał na budynek dawnej poczty i wydał z siebie dźwięk przypominający westchnięcie. No bo jak nie tutaj, to gdzie mógłby znaleźć robotę? Nie interesowało go, czy jest uczciwa, czy trzeba zabijać, czy zostanie tu dzień, czy miesiąc. On po prostu wiedział, że potrzebuje jak najwięcej broni i amunicji do walki z maszynami. Bowiem zanim dotarł do Nowego Yorku pogubił gdzieś swoje wyposażenie. A najgorsze było to, że nie wie, czy je zgubił, okradziono go czy też rozdał po imprezie w Wyoming.
Tak wspominając i zastanawiając się nad sensem życie pod różnym kątem zmierzał w kierunku drzwi komisariatu z podniesioną głową i wolą walki o pracę.
|
|
| 30.12.2009 22:39 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Komisariat.
Kiedy już wchodził prawie, że nie dostał drzwiami w nos. Jakaś umundurowana postać przemknęła mu przed twarzą i oddaliła się w swoją stronę nawet nie przepraszając.
W środku było gwarno jak na koncercie znanej kapeli rockowej albo podczas wyprzedaży ciasteczek Babci Puffy. W każdym bądź razie w gąszczu ludzi w kamizelkach, ludzi w kajdankach i ludzi z pretensją na twarzy dało się zauważyć malutki stół, a przy nim siedzącą potężnie zbudowaną, czarnoskórą kobietę. Przed sobą miała tabliczkę "Rekrutacja", ale kolejki żeby z nią porozmawiać nie było. Oczywistym ruchem było skierować swe kroki do niej. Na pytanie o pracę zmierzyła mężczyznę wzrokiem i chwilę podumała zagryzając wargi. Poprzeglądała kilka kartek - Robert bez problemu zauważył, że są puste - po czym łaskawie się odezwała z miną wyrażającą niepohamowany entuzjazm.
-Mamy miejsce chłopcze, ale najpierw musisz przejść drobne szkolenie. Nic trudnego. Jeśli zdasz pozytywnie test strzelniczy i będziesz miał szczęście to może zaczniesz nawet od jutra. Wiedz jednak, że policja w NY nie przyjmuje byle kogo, a jeśli masz specjalne umiejętności to powiedz o nich teraz. To wszystko jest niezwykle ważne. - ktoś nagle wpadł na Cartera o mało go nie przewracając. Mężczyzna poczuł ciężar w kieszeni. Był to kamień i przytwierdzona do niego karteczka z napisem "Wyjdź na zewnątrz.". Kobieta ciągnęła dalej.
-Chcesz przystąpić do próby teraz?
|
|
| 30.12.2009 22:59 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Komisariat.
Robert zmieszany trochę obecną sytuacją zachował się bardzo naiwnie. Wstał, odwrócił się i z braku lepszej wymówki odpowiedział szybko do pani od rekrutacji:
-Sekundę. Zapomniałem broni. Mężczyzna szedł w stronę wyjścia, a kamień z karteczką wyrzucił do śmietnika. Będąc już na zewnątrz wyciągnął pistolet i odbezpieczył go.
|
|
| 30.12.2009 23:11 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Komisariat.
Była noc. W końcu wyjechał z baru o jedenastej w nocy. Ale przecież miał wręcz kocie oczy więc nie groziło mu nic strasznego. Miasto wyglądało tak jak przedtem z tą różnicą, że w niektórych oknach paliło się światło, a po ścianach budynku co chwilę przelatywały niebieskie światła radiowozów.
Carter usłyszał kroki za sobą i błyskawicznie się odwrócił. Ujrzał mężczyznę średniego wzrostu, z trzydniowym zarostem, zielonymi oczyma i bujną fryzurą spływającą do ramion. Miał uniesione dłonie do góry i lekko się uśmiechał.
-Hej. - zagadał -Hej, spokojnie. Słuchaj - potrzebuję ludzi, którzy są nowi w mieście. Chciałbym żebyś popilnował pewnego magazynu w porcie. Na zachętę masz tutaj to. - powoli wyciągnął z kieszeni plik zielonych banknotów. -To waluta bita w NY. Handel wymienny, tutaj, praktycznie nie wchodzi w grę. - rzucił pieniądze w stronę Roberta tak, że ten mógł je bez problemu złapać jednocześnie nie spuszczając rozmówcy z oka.
-Zadanie jest proste. - ciągnął dalej -Pilnujesz magazynu, dzień i noc, chociaż znajdę Ci zmiennika i to wszystko. Nic prostszego. A tak na marginesie - nazywam się Clark. - zakończył uśmiechem czekając na odpowiedź .
|
|
| 31.12.2009 12:35 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Komisariat.
Plik banknotów zrobił niemałe wrażenie na Robercie. Opuścił głowę i, jakby odwlekając podjętą decyzję powoli ją podniósł i przytaknął głową:
Kiedy zaczynam?- zapytał bez najmniejszego entuzjazmu. "Świetnie, zabójca maszyn skończy jako ochroniarz magazynu w NY."
|
|
| 31.12.2009 13:12 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Komisariat.
Clark opuścił już dłonie i przeczesał jedną ręką włosy. Widząc minę Roberta i ton jego głosu trochę się zmartwił. Po chwili jednak, przeczesując włosy po raz wtóry, odpowiedział.
-Zaczynasz jutro. Teraz mamy prawie północ i jeden ochroniarz już tam stoi. Po prostu przyjdź jutro do portu. Tam wszystko objaśni Ci mój wspólnik Duros. Takie śmieszna ma imię. - zaśmiał się pod nosem i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Miał już odejść, ale odwracając się jeszcze dodał.
-Ten Skroge z baru to niezły gagatek. Uważaj na niego. To taka moja dobra rada. - po czym ruszył w głąb miasta chodnikiem i zniknął w ciemnościach.
Carter został sam. Z komisariatu znowu wybiegło kilku policjantów kierujących się do tym razem opancerzonej amfibii. Obok mężczyzny przeszły jeszcze dwie kobiety, które o czymś dyskutowały. Zabójca maszyn wyłapał tylko poszczególne urywki zdań.
-Niedobrze... już pod miastem...
-Szybko... podobno dwanaście tysięcy...
-Będą rekrutować... może siłą? - dalszych strzępków rozmowy nie usłyszał gdyż damy oddaliły się na znaczną odległość.
|
|
| 01.01.2010 14:46 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Komisariat.
Robert po dość długim zastoju odzyskał świadomość i zanim się gdziekolwiek ruszył, skierował się do komisariatu i "pani męskiej", jak to nazwał rozmawiająca z nią policjantkę.
"Jakby to teraz rozegrać?"- kombinował idąc jednocześnie. O taaak, Carter zawsze miał talent. Nie dość, że potrafił myśleć, to jeszcze jednocześnie iść i nie trafiać w innych ludzi bądź ściany! Po krótkim zastanowieniu nabrał powagi, wziął głęboki oddech i (poza faktem, iż miał ochotę zaśpiewać) usiadł na miejscu, na którym jeszcze kilka chwil temu rozmawiał o pracę. Z tymże faktem, że znajduje się aktualnie w wygodniejszej pozycji. Nie tylko dlatego, że zaoferowano mu drugą pracę, ale też dlatego, że od pewnego czasu stał się mniej wybredny i krzesło, na którym siedział wydawało mu się wygodniejsze, aniżeli mógł przypuszczać.
Na czym my to?...ach tak! Ile proponujecie?- rozpoczął nieco dołująco z punktu widzenia pracodawcy.
|
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.01.2010 19:58 przez PabloZ.)
|
| 30.01.2010 19:49 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Komisariat.
Pani męska zaczerwieniła się, ale nie ze wstydu, a ze złości. Właśnie nabierała powietrza żeby dać upust swojej furii kiedy całym budynkiem strasznie zatrzęsło. Natychmiast zgasło światło, a powietrze przeciął ogłuszający wybuch. Cokolwiek się działo musiało być niedaleko. Robert zachwiał się na krześle, a te nie wytrzymało pod jego naporem i załamało się. Mężczyzna mógł mówić o szczęściu w nieszczęściu. W momencie kiedy leciał na dół, kula o dosłownie kilka milimetrów musnęła jego włosy. Dzięki dobremu wzrokowi człek z Florydy od razu mógł rozpoznać co się dzieje. Grupka trzech więźniów postanowiła skorzystać z okazji i wspólnymi siłami wyłamali kraty. Obezwładnili strażników, zabrali im bronie i otworzyli ogień do pozostałych policjantów. Akcja była niesamowicie zgrana i przemyślana. Widocznie albo rabusie byli diablo inteligentni, albo planowali to od dłuższego czasu. To, że ktoś w międzyczasie napatoczył się im na celownik to akurat żadna przeszkoda. Dezorganizacja wśród stróżów prawa nie trwała długo. Rozdzieli się i nie pozostali dłużni bandytom. Powietrze było ciężkie od fruwającego w nim ołowiu. Robert został postawiony w dziwnej sytuacji. Mógł pomóc policjantom i zdobyć sobie ciepłą posadkę. Mógł również pomóc uciekinierom i zdobyć nowych sojuszników z niekoniecznie legalnej strefy NY. Mógł także nie zrobić nic tak jak większa liczba osób postronnych. Ludzie bowiem, nie biorący udziału w walce, uciekli z budynku. Światło ponownie się zapaliło.
|
|
| 30.01.2010 20:04 |
|
Silnik forum
MyBB,
© 2002-2010
MyBB Group.
Aktualny czas: 10.09.2010, 12:58 .