Ocena wątku:
- 0 Głosów - 0 Średnio
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
|
Zjednoczenie Stanów.
|
|
| Autor |
Wiadomość |
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Widocznie kobieta nie należała do osób, które tolerują sprzeciw jej decyzją bo kiedy Indianin i Robert zdążyli się odwrócić chwyciła broń u pasa i wyszarpała ją oddając jeden, jedyny pojedynczy strzał, który przeszył prawy bark Cartera na wylot. W tym samym momencie głowa kobiety eksplodowała bowiem Frank zdecydował, że najwyższy czas włączyć się do akcji i pociągnął za spust. Pozostała żeńska trójka wyraźnie zdziwiona zapałała żądzą zemsty i chwyciła w dłonie wszystkie swoje oszczepy i łuki. Jedna z nich wyciągnęła także butelkę z benzyną i zapalniczkę. O'Donell leżąc na wzniesieniu pociągał za spust, ale nie potrafił nikogo trafić ponieważ dziewczyny schowały się za łazikiem. Co nie znaczy, że były bezbronne.
|
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2010 14:39 przez Han27.)
|
| 13.02.2010 14:32 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert nie miał czasu, by odpowiedzieć Yerb'owi. Syknął z bólu. Oberwać w bark, ba, w jakąkolwiek część ciała, to niemały ból. Na szczęście kobieta nie strzelała z Desert Eagle, czy chociażby Magnum, a ze zwykłej trzydziestki ósemki. Oddalił się szybko kilka metrów dalej, będąc nadal odwróconym w stronę napastniczek. Rozejrzał się, czy wśród zgliszczy niczego znalazłaby się jakaś kryjówka. No cóż....nie znalazła. Sięgnął do kabury z dłonią, przełożył broń do lewej ręki (którą nota bene potrafił się obyć, był leworęczny) i strzelał okazyjnie, przymierzając jak najlepiej potrafi. Miało to na celu utrzymanie kobiet za osłoną i dać sobie czas na podejście jak najbliżej swojego auta. Starał się zatem okrążyć wał tak, by móc bezproblemowo i bez wspinaczki dostać się do reszty, słowem: kierować się tam, gdzie wjechał samochód.
- Spadamy!- krzyknął do Indianina.
"Zaraz pewnie zwołają resztę klanu."- pomyślał.- "Lepiej nie ryzykować."
|
|
| 13.02.2010 14:50 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert uciekał, a obok niego co chwila wbijała się w ziemię jakaś strzała. Ostrzeliwanie się mało dało bo kobiety nie potrzebowały się wychylać, by napiąć cięciwę i wypuścić strzałę. Jedna ze strzał była jednak lepiej wycelowana i wbiła się zabójcy maszyn prosto w lewe ucho, co nie tylko je naderwało, a po prostu całkowicie zerwało. Cóż, nie był to najprzyjemniejszy widok, a krew soczyście popłynęła strumieniem zachlapując mu lewe ramię.
Yerb za to nie oberwał w ogóle, ba! uratował sytuację. Kiedy tak padł na ziemię ujrzał kobiety jak przed sobą. Jedna z nich trzymała szklanką butelkę, podpalała ją zapalniczką i właśnie miała rzucić, kiedy kula z broni Indianina trafiła prosto w trzymany przez nią przedmiot. Dziewczyny zajęły się ogniem i poczęły rozbiegać we wszystkich kierunkach krzycząc i płonąc jednocześnie. Od strony wału biegł O'Donell. Nie obawiając się niczego, podbiegł zdyszany do Cartera.
-O Chryste. Za... Za... Zaczekaj. Zaraz coś poradzimy. - Starał się nabrać powietrza. Wyciągnął z kieszeni w miarę czystą chusteczkę i małą butelkę wody. Chlapnął woda najpierw na ramię, później na ucho. Rany poczęły piec jak cholera. Następnie komisarz przetarł zadane obrażenia.
-To nie zatamuje krwi. Przydałoby się gdzieś Cię położyć. Przez lunetę nie dostrzegłem nikogo zbliżającego się od strony zajezdni. Za to Diana pobiegła w tamtą stronę twierdząc, że lepiej zbadać siły wroga. I tyle ją widziałem. - Wsparł się na kolanach ciężko dysząc. Komisarz nie miał najlepszej kondycji.
|
|
| 13.02.2010 17:19 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Kurwa jasna!- wykrzykiwał co chwilę Robert. Na usta rzucało mu się jeszcze wiele innych bluźnierczych wypowiedzi, łączonych z krzykiem. Miał ochotę turlać się, uśmierzyć ból jak najszybciej. Zapomniał jednak o przestrzelonym barku, który odezwał się, gdy tylko spróbował. Nie wiedział co myśleć. Nie myślał. Za bardzo go to męczyło. W końcu krzyk bólu zmienił się w rozpaczliwy, wręcz agonalny charkot. Z oczu Cartera popłynęły łzy. Chciał złapać za ranę, okryć ją jakoś. Nie mógł, za bardzo się bał, zbyt duży ból sprawiało mu ruszanie się. Cholernie oszołomiony czuł, że zemdleje, choć starał się jakoś trzymać. Otoczenie, towarzysze, wszystko było zamazane. Po chwili poczuł konieczność wymiotowania.
Nie krył swoich uczuć, nie miał na to siły.
"Szczać się, pedałowi, zachciało."- psioczył w strzępkach myśli na O'Donella.
Nie siląc się na nic więcej, zachlapany we krwi, oblany wodą, sztywno leżał i głośno oddychał.
|
|
| 13.02.2010 17:34 |
|
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 315
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Kobiety padły martwe i jeszcze się tliły. Po okolicy rozniósł się smród palnego ciała. Śmierdziało obrzydliwie. Frank dał upust swojemu zniesmaczeniu.
-Boże, jedzie jak cholera. W samochodzie jest jakaś apteczka na pewno. Zaczekajcie tutaj chwilę. - Sapiąc i dysząc O'Donell pobiegł w stronę wałów ziemi, by wyjechać stamtąd dobrze znanym dla Robera i Yerba samochodem. Podjechał do nich, zatrzymał się i wyciągnął z bagażnika skrzyneczkę. Skrzyneczka była zielona i miała wielki, biały krzyż na sobie. Komisarz bez zbędnych wstępów wyciągnął plaster i niezbyt się starając przykleił go Carterowi do ucha oraz barku. Mistrzem medycyny to on nie był. W międzyczasie od strony zajezdni biegła Diana. Plując na ziemię dobrnęła do trójki znajomków obserwując przy okazji, z nieukrywanym obrzydzeniem, zwłoki kobiet. Odetchnęła głośno.
-Nie chce nic mówić, ale w tej zajezdni jest ponad trzydzieścioro dzieci, więc lepiej powiedzcie mi, że mieliście dobry powód by je sprzątnąć... - Wsparła się na kolanach.
-Trzydzieści dzieci. - Jęknął załamany policjant z Nowyego Yorku.
-Dokładnie trzydzieści dwie głowy. Najstarszy ma dwanaście lat, najmłodszy rok. Nie powiem, stworzyły im tam sierociniec. Wszystkie dzieci w miarę zadbane i nakarmione. Nie mam pojęcia co teraz zrobimy. - Popatrzyła raz jeszcze na martwe opiekunki. A więc po to było jedzenie i leki - dla dzieci.
-Pozbawiłem opiekunów trzydzieści dwoje dzieci. - O'Donell oprał się maskę samochodu.
|
|
| 13.02.2010 21:32 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 350
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Mogły nie strzelać.- jęknął Carter słysząc rozmowę swym prawym, sprawnym uchem. Straciwszy dużo krwi i nadal czując spory ból zebrał się w sobie i podniósł z pleców na pozycję siedzącą. Pomagał sobie lewą dłonią, by nie nadwyrężać drugiej, rannej strony. Rozejrzał się wokoło i widząc, ile jest tutaj jego krwi, aż zdziwił się, że jeszcze jest przytomny.
"Trzydzieścioro dzieci. Dlaczego nas zaatakowały? Przecież nic im nie zrobiliśmy."- zastanawiał się. Jak mogły podjąć tak desperacki krok? Gdyby jeszcze coś im z ich strony groziło.
Nie przejmował się zbytnio losem dzieci.- Mamy do odratowania więcej, niż trzydzieścioro dzieci. Nie możemy się tym przejmować.
Robert widział zbyt wiele śmierci, by teraz miał go poruszyć los garstki młodych ludzi.
- A zresztą, róbcie co chcecie. Ja nie będę brał w tym udziału.- zakończył. Spojrzał w niebo i głęboko oddychał, gdyż ciągle miewał słabsze momenty.
|
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.02.2010 22:06 przez PabloZ.)
|
| 13.02.2010 22:05 |
|
Silnik forum
MyBB,
© 2002-2010
MyBB Group.
Aktualny czas: 07.09.2010, 14:36 .