Nie pamiętam hasła   -   Rejestracja








Zjednoczenie Stanów.
Autor Wiadomość
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #31
RE: Zjednoczenie Stanów.
Słysząc Cartera O'Donell uderzył pięścią o maskę samochodu, odwrócił się w stronę Roberta i podszedł do niego.
-Chcesz ot tak pozbawić życia trzydzieści dzievi w imię wyższych celów?! - Krzyknął mu prosto w twarz. -Jesteś chory! Musimy im pomóc. - Zwrócił twarz w stronę Indiana. -Masz rację. Musimy tam iść i im pomóc. Chociaż wątpię żeby one na prawdę sprzedałby nam te dziewczynkę. Chciały tylko wzbudzić zaufanie. Pakujcie się. - Czerwonoskóry w międzyczasie obejrzał sobie dokładnie łazik i motory. Nie był w dobrym stanie, ani nawet średnim. Wszędzie rdza i zepsucie. Nie zmieniało to jednak faktu, że dało się tym jeździć, a sprytny handlarz może je opchnąć z zyskiem. Diana przeczesała dłonią włosy i spojrzała z wyrzutem na człowieka z Miami.
-Może żyjemy w pojebanych czasach, ale to dzieci do chuja. Widocznie wolisz dbać o własne dupsko i rozczulać się nad zerwanym uszkiem. Ja pierdole, co za ciota... - Siadła na jeden z motorów i przekręciła rączkę z gazem. Silnik zakrztusił się, kaszlnął, zakrztusił się raz jeszcze, ale w końcu zapalił. -Ty jesteś w porządku.- Wskazał palcem na Yerba. Frank siedział już w aucie.
14.02.2010 18:44
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #32
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Czy w tym pojebanym świecie już nawet swojej opinii nie można wyrazić?- powiedział jakby sam do siebie.
"Grunt to wydłużyć zabawę."- spojrzał w stronę nieba i z wyrzutem patrzył się na nie.- "No nic. Czas się zbierać."
Carter podniósł się, a zawroty głowy ponownie zaatakowały. Nie bawiąc się jednak w skaleczonego drzazgą siedmiolatka szedł w stronę samochodu z Nowego Yorku. Nic nie mówiąc wsiadł, podrapał się po głowie i przy okazji naładował magazynek Deagle'a do pełna.
"Głupie cipy."- myślał.- "Gdyby wiedziały, ile w całym kraju umiera dzieci. Ja tu nie pasuję. Po cholerę godziłem się na tą misję?"
Dręczyły go myśli. Mógł równie dobrze siedzieć teraz w Nowym Yorku i odbudowywać miasto. Przynajmniej coś by za to dostał i uzupełniłby ekwipunek. Po chwili niemal podskoczył, wymyślając najprostsze rozwiązanie.- "W Appalachach im podziękuję. Niech ratują sobie dzieci dalej, a ja wyczyszczę pojedyncze maszyny zagrażające miastom."
14.02.2010 19:00
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #33
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Nie ma co teraz myśleć, kombinować. Stało się tak jak się stało i żadne gadanie tego nie zmieni. Nie planujmy nic dopóki nie sprawdzimy co tam zastaniemy - mówiąc 'tam' Yerb miał na myśli zajezdnię. - Może nie jest tak źle jak nam się wszystkim wydaje. Może da się to sensownie rozwiązać. Zawsze należy mieć nadzieję.
Tak mówiąc zapakował drugi na łazika. Starał się to tak zrobić by nie zgubić po drodze. Po zamocowaniu wskoczył za kółko pojazdu. Chwilę się zastanawiał, prawie wyglądało to jakby się modlił by odpalił. W końcu obrócił się do Diany i powiedział:
- Jedź przodem, my zaraz za Tobą. Tylko uważaj na siebie - Z tymi słowami przekręcił kluczyk w łaziku.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
14.02.2010 20:32
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #34
RE: Zjednoczenie Stanów.
Diana pojechała posłusznie pierwsza, za nią łazik z załadowanym motorem, a na końcu Carter z O'Donellem. Dojechali do zajezdni, która nie prezentowała się zbytnio okazale. Ot, dyspozytornia - trzypiętrowy budynek, obdarty ze wszelkiego tynku i z powybijanymi oknami. Ziała z niego pustka i ciemność. Obok tej zacnej budowli stało kilkanaście wagonów na zużytych torach, które porosły już różnymi krzewami. Wagony były ze sobą pospawane, a także połączone wszelkimi metalowymi blachami i prętami tak, by dało się tam jakoś mieszkać. Kobieta zatrzymała "konwój". Zsiadła z motoru, zgasiła go i podeszła do drzwi jednego z wagonów. A był to wagon pasażerki. Okna miał zabite deskami, a drzwi zabarykadowane od środka. Diana zapukała kilka razy i z wnętrza odezwał się piskliwy głosik.
-Kto tam?
-To ja. - Słychać było zgrzytnięcie i po chwili można było już wejść spokojnie do środka. Czwórka przyjaciół z przypadku wpełzła do ciasnego pomieszczenia. Cała wolna przestrzeń wypełniona była dziećmi. Te patrzyły swymi ufnymi oczami na mężczyzn i kobietę. Bały się, ale jednocześnie były ciekawe obcych i z zainteresowaniem obserwowały ich ruchy.
-Gdzie jest mama? - Jęknęła jakaś dziewczynka. Frank opanował się na tyle, żeby móc mówić.
-Mama jest chora. Pojechała na wycieczkę żeby wyzdrowieć. - W wagonie rozległy się pomruki zdziwienia pomieszanego z przerażeniem.
-A Merry? I Loren? I Olga? Gdzie one, gdzie? - O'Donell patrzył na małolaty siłą powstrzymując się od płaczu. Odetchnął głębiej. Głos mu drżał.
- Hej, dzieci. Co powiecie na wycieczkę? Chcecie się przejść? Pakujcie się. Zaraz pojedziemy. - Diana przejęła inicjatywę widząc, że gadanie komisarza prędzej doprowadzi do zbiorowej histerii niż kogokolwiek pocieszy. W wagonie zawrzało jak w ulu. Większość dzieci rozbiegła się szukając swoich rzeczy i jakiś tobołków co by móc tam się spakować. Do Indianina podszedł na oko czteroletni chłopiec. Szarpnął go za nogawkę i zadarł główkę, by móc spojrzeć mu w oczy.
-Jest pan duchem? - Niewinny głosik przeszył powietrze. Z kolei inna grupka dzieci gapiła się bezczelnie na Roberta i wytykała go palcami. Po chwili chichotały i gapiły się dalej. Jakiś odważniejszy chłopak rzucił w jego stronę.
-Byłeś niegrzeczny, że nie masz ucha?
14.02.2010 20:50
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #35
RE: Zjednoczenie Stanów.
Po usłyszeniu słów skierowanych do Roberta, zdał on sobie sprawę swojego kalectwa. Stwierdził, iż będzie mu potrzebna jakaś czapka, ewentualnie kilka plastrów, żeby móc usprawiedliwić się tym, że należy do jakiejś sekty.
"Zaraz ty stracisz swoje uszy."- pomyślał i niemal tego nie powiedział, ale widok żyjących w czymś takim dzieci poruszył go na tyle, by powstrzymać się przed zachwianiem sytuacji.
Kilka minut wystarczyło, by Carter mógł czuć się niemalże dobrze. Brak mu jednak było chęci do wykonywania działań. Najchętniej po prostu położyłby się gdziekolwiek i leżał tak przez kilka dobrych godzin. Namyślając się, jakby to odpowiedzieć dziecku (a wariantów było sporo, od obrazy, przez niedyskretną sugestię, po udawanie, że nic się nie stało w związku z ich opiekunkami) ostatecznie zwrócił się ku chłopcu i powoli wypowiedział następujące słowa:
- Owszem, byłem. Chociaż dostało mi się za coś, czego tak naprawdę nie zrobiłem.
O dziwo, mówił nieznanym samemu sobie tonem, uprzejmego, miłego człowieka. Miał żal, że powiedział, iż wszystko mu jedno. zapomniał o swojej światłej idei, jaką jest walka o każdego mieszkańca Stanów. Ratowanie dzieci nie było jego profesją, fakt, ale wszyscy tutaj mają jeden cel.
Po chwili zwrócił się z pytaniem do Diany, chociaż nie wiedział, czy to właściwa osoba:
- Jak my je stąd zabierzemy?
14.02.2010 21:10
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #36
RE: Zjednoczenie Stanów.
Czewonoskóry przykląkł na jedno kolano by znaleźć się prawie twarzą w twarz z czterolatkiem.
- Nie, nie jestem duchem. Jestem indianinem - powiedział najspokojniej jak potrafił. Całe to miejsce sprawiało, że czuł się smutny i przygnębiony.
Zaczął pomału rozglądać się po pomieszczeniu. Wstał i ruszył w głąb. Sam nie wiedział czy znajdzie coś ciekawego czy nie ale zawsze uważał, że jak nie rozejrzy się to nic nie znajdzie.
- Tak się zastanawiam czy najpierw nie powinniśmy przeszukać tych wagonów i tego budynku zajezdni. Może gdzieś tu znajdziemy jakiś inny pojazd, większy by zabrać całą tą gromadkę. Oczywiście liczyć się będzie każde ciekawe znalezisko. Gdyby tu był jakiś działający pociąg....

[Obrazek: dvk6rt.gif]
14.02.2010 21:49
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #37
RE: Zjednoczenie Stanów.
Indian przeciskał się między dzieciakami, fotelami i rozwalonymi materacami, które służyły zapewne jako łóżka dla tych małolatów. Prócz kilkunastu podartych ubrań, siedmiu zabawkowych samochodzików i szmacianej lalki odnalazł jeszcze szafkę zamkniętą jakąś kłódką.
W tym samym czasie w innej części wagonu Diana poganiała bachorki do szybszego działania jakby się czegoś bała. O'Donell gdzieś zniknął. Nagle jedna z dziewczynek stanęła na środku i wykrzyknęła.
-A pan nauczyciel nie jedzie?
-Jaki nauczyciel?! - Ciemnoskóra prawie się opluła. Podbiegła do dziewczynki i zaczęła nią trząść. Dziewczynka zachichotała.
-No pan nauczyciel. On mieszka w zajezdni. - W tym samym czasie do wagonu wszedł komisarz. Wydawał się dziwnie zadowolony.
-Nie uwierzycie, ale znalazłem szkolny autobus. Wiecie, ten wielki, taki żółty. Stoi za zajezdnią.
15.02.2010 11:18
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #38
RE: Zjednoczenie Stanów.
Carter nie chciał przeszkadzać w młodzieży w ogarnianiu całego wagonowego bajzlu, toteż wyszedł na zewnątrz i przyklęknął.
Poczuł pewnego rodzaju zdołowanie. Patrząc na te dzieci, żyjące z dnia na dzień, przypominał sobie siebie. Ojciec- wielki pseudo patriota ignorujący wszystko i wszystkich nie przejmujących się walką o przyszłość. Siłą rzeczy nie chciał pamiętać tego okresu. Lecz im bardziej starał się zapomnieć, tym częściej wspomnienia wracały. A wszystko takie mgliste. Już nawet nie pamiętał, jak wyglądała jego wioska. Lecz najważniejsze i tak zostało zapamiętane.
W wieku jedenastu lat był już jednak szkolony do przetrwania na pustkowiach oraz mylnego pojęcia zabijania maszyn. Przez swoje życie zabił niejednego człowieka. Ale cóż poradzić? Taka idea przetrwania. Zabij, albo będziesz zabity. Kierując się tą zasadą Robert zazwyczaj podejmował słuszne decyzje. Nie był jednak przyzwyczajony do działania w grupie.
Chociaż tutejsze starsze dzieci miały gorsze warunki do życia, to niewątpliwie praca fizyczna i poniekąd praca nad psychiką była niczym w porównaniu do jego przeżyć. A jednak, zrobiło mu się ich żal. Być może to jakieś cechy jego rodziców przeszły na niego?
"No cóż. Co zrobiłem? Muszę się zmierzyć sam ze sobą. Kiedyś."
Słysząc o autobusie ożywił się oraz zaoferował swoje doświadczenie w prowadzeniu pojazdów. Fakt, nie było ono wielkie, tym bardziej, że nigdy nie prowadził pojazdu o zbliżonych gabarytach.
- Mogę go prowadzić. Jeśli chcecie.- zwrócił się do komisarza.
"Zaraz, może lepiej jednak nie. W końcu jeszcze nie najlepiej się czuję."
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2010 17:09 przez PabloZ.)
15.02.2010 17:01
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #39
RE: Zjednoczenie Stanów.
Yerb spojrzał na zamkniętą szafkę. Skoro była zamknięta to znaczy że coś w niej jest albo niebezpieczne dla dzieci (broń) albo wartościowe. Obie możliwości przedstawiały się nader interesująco. Przyjrzał jej się uważnie badając i szukając słabych punktów. Zawsze mógł wyciągnąć broń i odstrzelić kłódkę, jednakże w zamkniętym pomieszczeniu i z dzieciakami za plecami to raczej nie był najlepszy sposób.
Gdy usłyszał wypowiedź dziewczynki odwrócił się i wyszedł na zewnątrz.
- Skoro jest jakiś dorosły to należy go odszukać i z nim porozmawiać. Przeszukanie zajezdni również może wnieść sporo wiedzy dotyczącej tego miejsca i dzieciaków - powiedział do Diany.
Ucieszyła go informacja, że jest autobus. To doskonały transport dla takiej grupki.
- Ile widziałeś wejść do zajezdni? - spytał się O'Donella - Jedna z dziewczynek twierdzi, że tam mieszka jakiś nauczyciel. Powinniśmy to sprawdzić i go przepytać - dodał jednoznacznie. - Skoro jest autobus i mieli inne pojazdy. to muszą mieć jakiś zapas paliwa. Warto byłoby się dotankować i odnowić zasoby, a skoro mamy jechać w większej ilości pojazdów to i więcej paliwa pójdzie po drodze.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
15.02.2010 20:05
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #40
RE: Zjednoczenie Stanów.
Jako, że skrzynka była drewniana, a kłódka przerdzewiała, jak wszystko w tym parszywym świecie, wystarczyło jedno uderzenie młotka, który Indianin znalazł nieopodal, by zamek ustąpił i Yerbowi ukazały się skarby ukryte w środku. A były to trzy książki. Jedyne co czerwonoskóry mógł określić to to, że mają dużo fajnych obrazków - przecież nie umiał czytać. Następnie razem z O'Donellem i Dianą wyszedł na zewnątrz, gdzie czekał na nich Robert.
-Myślę, że to się ustali później. - Odburknął Frank na propozycję Cartera. W czwórkę udali się do zajezdni, która wbrew wszystkiemu miała dwa wejścia. Kulturalne, czyli miejsce gdzie kiedyś były drzwi, oraz brutalne, czyli ogromną wyrwę w ścianie. Nauczyciela długo nie trzeba było szukać. Na środku zatęchłego pomieszczenia stała dwumetrowa klatka, która stopniowo zwężała się ku górze. Wewnątrz niej pół stał, a pół opierał się, wychudzony chłopak. Mógł mieć góra dwadzieścia lat. Jego podkrążone oczy, brudne ciało, a także około dwudniowy zarost świadczyły o tym, że raczej nie jest pupilem miejscowych. Kiedy pojawili się przed nimi "zbawcy świata" podniósł się i złapał dłoniami pręty jego więzienia. Oblizał wysuszone wargi i wlepił w nich wzrok.
-Boże, nawet nie wiecie jak się cieszę... Wypuśćcie mnie, błagam. - Widząc podejrzliwe spojrzenia skierowane w swoją stronę mocniej ścisnął pręty tak, że jego knykcie przybrały kolor kości słoniowej. -Błagam. One mnie tu uwięziły. Kazały mi uczyć dzieci. Ale ja sam nic nie potrafię. Nie chciały mi uwierzyć! Przecież ja znalazłem tylko głupie książki i chciałem je sprzedać. Ale one mnie dopadły i uznały za jakiegoś mądrale. Nie powiem, na początku udawałam, że jestem mądry i coś tam ściemniałem, ale w końcu się wydało. Proszę, wypuśćcie mnie. - Jęknął. Nie wyglądało na to żeby kłamał, ale ciężko było to osądzić.
-Jego historyjka wydaje się całkiem możliwa. - Diana podeszła bliżej klatki.
-Bo jest.... - Więzień słabo zaprotestował.
-Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię. Jak dla mnie możemy go związać i opchnąć jakiejś osadzie. Jest młody, silny. Trochę się go podkarmi i niewolnik jak cholera. - Chłopak począł rozpaczliwi kręcić głową. Frank podrapał się po brodzie.
-Niewolnictwo jest złe i parszywe. Ale zauważyłem, że nie jesteśmy przecież w Nowym Yorku. Nie wiem, nie wiem. - Przeczesał dłoniom włosy.
15.02.2010 21:25
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Szukaj

Nasi sponsorzy


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości