|
Zjednoczenie Stanów.
|
| Autor |
Wiadomość |
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Nie rozśmieszaj mnie.- rzekł poważnym, opanowanym tonem.-Najpierw znajdź tu łóżko i przekonaj, że warto z tobą do niego iść- dorzucił.
Cofnął się, obejrzał się na Yerba i szukał w nim zrozumienia. Nie próbując się już nawet tłumaczyć, ponownie spojrzał na kobietę i bez zbędnego pierdzielenia się, błyskawicznie wyciągnął Deagle'a i wymierzył w Dianę. Delikatnie rozejrzał się wokoło, by zbadać potencjalne kryjówki. Takie, za którymi mógł schować się on i ona.
Zaczął głęboko oddychać, położył palec na spuście.
- Ona chce uciec. Nie pozwól jej!- powiedział do Indianina. Teraz był już pewien, że z tą kobietą jest coś nie tak.
Zaczął snuć w głowie najróżniejsze teorie. "Może jest maszyną- szpiegiem?"- myślał.-"Ale zaraz, zaraz, gdyby była maszyną, chyba bym o tym już wiedział."
"Być może warto z nią na spokojnie porozmawiać? Nie no, pojechałem, celując do niej z broni chce z nią teraz rozmawiać. Puknąłbym się w łeb, ale wolę się pilnować. Niech tylko zrobi jeden fałszywy ruch, zabiję!"
- O'Donell, jełopie!- krzyknął.- Koleżanka tutaj chce cię okraść!
|
|
| 19.02.2010 19:01 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Słysząc monolog Yerba na większość wypowiedzianych przez niego słów przytakiwał. Jedynie wiadomość o tym, iż Diana jest mutantem niemal nie wyprowadziła go z równowagi tak, że mogło mu się wymsknąć parę ładnych wiązanek przekleństw. Usłuchał czerwonoskórego i ponownie spojrzał w jej oczy. Żółte, nienaturalne. Fakt, bardzo dziwne, niespotykane. Wcześniej nie widział w nich nic podejrzanego.
W oczach nieugiętego dotychczas Carter'a pojawiło się zaskoczenie przemieszane z przerażeniem. Mutant podróżował wśród nich. Czy to możliwe? Przecież gdyby była mutantem, można by szybko taki fakt wywnioskować.
- Ty...-głos mu się zawiesił. Wciąż nie mógł nadziwić się, jak Frank, komisarz, ciota, półinteligent, doszedł do takiego wniosku. I wydawało mu się to dość prawdopodobnie, toteż dziwił się sam sobie, że tak łatwo dał się zaskoczyć. Przez najbliższą przyszłość będzie pluł sobie w brodę z powodu nie wykrycia tak poważnego mankamentu. Nawet jeśli kontakt z mutantami miał tylko pobieżny.-Ty jesteś mutantem?
Na szczęście doszedł do siebie, jakby wszystko było w porządku. Diana została usunięta z jego życiorysu. Czekał jeszcze tylko na reakcję kobiety, gdyż na podstawie snutych przypuszczeń pijanego ostatniego sprawiedliwego nie można posłać do kogoś kulki. Broń jednak nawet nie drgnęła.
|
|
| 19.02.2010 21:43 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert głośno odetchnął, powoli opuścił broń. Czuł się nieswojo, ale miał nadzieję, że widzenie przez ubrania to żart.
"Nie no, to jest, do kurwy nędzy, jakaś kpina. Zaraz się dowiem, że O'Donell też jest szpiegiem. Pijany fagas pewnie już zasnął."
Mężczyzna potrafił wyczuć targające ludźmi uczucia na tyle, by kobiecie uwierzyć. Nakazał czerwonoskóremu mieć oko, tak na wszelki wypadek, na Dianę.
Podszedł do auta, otworzył bagażnik i przetrząsnął lewą jego część. Przerzucał wody, i szukał.
"Co tam może być?"- myślał.-"I jaki, do cholery, jest prawdziwy cel jej ucieczki? Dlaczego twierdzi, że chciała uratować kraj, skoro teraz chce, nie mając wytyczonego celu ulotnić się gdziekolwiek?"
- Może...- wołał do ciemnoskórej szukając skrytki.- Może zamiast angielskiego wyjścia po prostu raczysz powiedzieć, że masz dość?
Po tych słowach wyjrzał zza otwartego kawałka blachy, będącego osłoną bagażnika.
- Nie łatwiej? Pytał, choć wiedział, dlaczego tak postąpiła. Sam miał podobny plan, tylko w trochę innej formie.
Będąc zdenerwowanym Carter mówił więcej, aniżeli miał zamiar. Być zdenerwowanym to jednak uczucie rzadkie, choć nieobce dla niego. Cały czas szkolenia uczył się tłumić emocje, a wpojony w dzieciństwie nawyk trudno pozostawić.
- I co? Planujesz jechać i żyć swoim życiem, czy pomożesz nam w jakikolwiek sposób w tym, na co wszyscy się zgodziliśmy?
"Jeszcze te dzieci, no dżizas, kurna, ja pier...Będą problemem, chyba nawieję z nią."- pomyślał, choć termin "nawieję" nabiera zupełnie innego znaczenia w obecnej sytuacji.
|
|
| 19.02.2010 22:32 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Carter, przestając na chwilę szukać skrytki, spojrzał na Yerba i uśmiechnął się szyderczo.
"Jasne, patrioto jeden. Już widzę, jak ty i twoi kumple stoją na skraju skarpy z łopoczącą amerykańską flagą i honorem na ustach."
Jasne, że miał zamiar jechać z Dianą, byłoby o wiele łatwiej, ale Robert nie miał siły na tłumaczenie się. I już miał wrócić do przeszukiwania bagażnika, lecz wiedział, iż pozostawienie bez słowa wyjaśnienia aktualnej sytuacji nie przyniesie niczego dobrego. Silił się na jak najkrótsze przedstawienie sprawy towarzyszowi:
- Owszem, chciałem odejść, ale nie bez słowa. Rozdzielenie się na dwójki byłoby pomysłem rozsądniejszym. Nikt nie będzie zwracał uwagi na jednostki, podczas gdy w grupie będziemy się wyróżniać.
Mówił szczerze, a przynajmniej tak uważał. Panował nad emocjami, chociaż kwestionowanie jego patriotyzmu było inicjatywą co najmniej niepotrzebną. Siłą rzeczy rozumiał oskarżenia. Do tej pory wychodził z założenia, że Indianie wolą zapiąć sprawy na ostatni guzik. Być może się mylił...
|
|
| 21.02.2010 15:03 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Diana w spokoju opuściła dłonie, oczywiście powoli w największym skupieniu. Tak jej po prostu było wygodniej niż cały czas trzymać ręce w górze.
Carter miał utrudnione zadanie. Było ciemno. Ale nie tak zwyczajnie ciemno. Ciemno jak to bywa tylko na pustyni, czyli ciemno jak cholera. Fakt ten sprawiał, że zarówno Yerb jak i Diana oraz on sam tonęli w mroku i tylko ze względu, że dzieliły ich niewielkie odległości potrafili cokolwiek dostrzec. Zabójca maszyn znalazł to czego szukał. Mała klapa w bagażniku ustąpiła kiedy zaczął przy niej grzebać. Okazało się, że podnoszona pokrywa to sprytnie zamaskowany ekran komputera. Pojawił się napis. Człowiek z Miami rozszyfrował co on oznacza. "Proszę wpisać hasło."
Kobieta słysząc pytania i oskarżenia Yerba pokręciła głową.
-Zamknij mordę ty przeklęty, łysy palancie. Jak jeszcze raz usłyszę jaki ty nie jesteś wspaniały, a my źli to jak Boga kocham pierdolnę Ci. Chciałam uciec? Do diabła, skąd ty to możesz wiedzieć?! Bo co? Powiedziałam tak Carterowi? A co ty myślisz, że ja nie potrafię skłamać? - Krzyczała. -Nie, wyobraź sobie, że potrafię mówić nieprawdę. Co próbowałam zrobić? Sprawdzić Roberta. Ale wy jesteście za tępi, żeby do tego sami dojść. - Rzuciła wściekła. -Widzę, że i tak nie zrozumiecie o czym mówię. Ruszyłam na tą misję jako tajny agent. Posterunek i Nowy York ściśle ze sobą współpracują. Zostałam wybrana do tego zadania ze względu na moje zasługi. Bo ja, kurwa mać, wiem co to znaczy patriotyzm. I uwierz mi. Przeżyłam więcej od Ciebie. I o wiele bardziej wiem co to znaczy honor. - Wskazała placem w stronę Indianina. -Dlaczego miałam działać w ukryciu? Bo nikt wam nie ufa. A tym bardziej O'Donellowi. Potrzebowaliśmy zbitki przypadkowych osób i je dostaliśmy. Miałam was trzymać w ryzach. Dlaczego zabiłam tego idiotę w klatce? - Ironicznie naśladowała poważny głos szamana. -Ponieważ był pedofilem, który dwanaście lat temu mnie zgwałcił. I nie wątpię, że robił to częściej. Co chciał wam powiedzieć? Że jestem w ciąży. I jestem. - Pogłaskała swój brzuch, który przecież nie był wydatny. -Oczywiście nie z tym popierdoleńcem. Mam męża. - Nabrała powietrza i spokojnie je wypuściła. -Zadowoleni?
|
|
| 21.02.2010 17:20 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
"Nareszcie trochę szczerości."- pomyślał.-"Chyba by znów nie kłamała, a przynajmniej nie zdołałaby tyle wymyślić."
Carterowi podobał się jej sposób wypowiadania, ta nieukryta agresja. W pewnej chwili darował sobie siedzenia nad ekranem, odszedł od bagażnika.
- Trzymać w ryzach?- zapytał beznamiętnym tonem.-Kobieto, jeśli jeszcze wiesz, co znaczy logika, wypierdalaj stąd.
Zdał sobie sprawę, jak bardzo żałuje, że się tutaj znalazł, bardziej niż kiedykolwiek. Wydawało mu się to nieprawdopodobne, że to właśnie przez Dianę, już bardziej przez pozostałą dwójkę.
- Chcesz bohaterów? Szukaj ich w Posterunku. Ja nikomu obietnicy nie składałem i jeśli tylko chcę, mogę stąd odejść.- zakończył.
Założył rękę na rękę, parsknął szyderczo i skierował się ku budynkowi, w którym siedziała "ta ciota" O'Donell, jak to ochrzcił towarzysza.
"Dobre sobie, sprawdzić mnie." Rozdrażniony zaczął głębiej oddychać, starał się myśleć o czym innym. Zażył porcję leku na zawroty głowy i usiadł na przy jednym ze stolików.
|
|
| 21.02.2010 17:38 |
|
|
|