Nie pamiętam hasła   -   Rejestracja








Zjednoczenie Stanów.
Autor Wiadomość
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #71
RE: Zjednoczenie Stanów.
Yerb zastanawiał się chwilkę nad tym wybuchem Diany. Wyzwiska nie sprawiły na nim żadnego wrażenia. Słyszał gorsze. Indianie mają to do siebie, że mało okazują emocje. Taka już natura.
- Może i wiesz co to honor, patriotyzm, braterstwo ale czy te słowa znaczą coś więcej dla Ciebie? Nie mów że indianin nie zna tych słów. Skoro tak twierdzisz to nie znasz wcale nas. Ani historii. Powinnaś wiedzieć o nas o wiele więcej wybierając się na taką wyprawę i chcąc przekonać nas do udziału w tej walce - powiedział Yerb spokojnie. Nawet nie podniósł głosu.
- Brak zaufania bardzo mocno przeszkadza na wyprawie, na ścieżce wojennej. Tak. U nas nadal żyją stare tradycje - dodał.
Przez chwilę przypatrywał się dziewczynie. Odwrócił się i wszedł do baru. Nie spojrzał na Roberta. Podszedł do miejsca, gdzie siedział wcześniej. Usiadł, chwycił szklankę, dolał sobie alkoholu i łyknął. Czekał. Co miało się stać i tak się stanie.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
21.02.2010 21:13
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #72
RE: Zjednoczenie Stanów.
Diana na słowa Roberta zareagowała spokojnie.
-To po co nadal tu jesteś skoro obietnicy nie składałeś. - Nie było to pytanie, a stwierdzenie. Kobieta została w samochodzie i wygodniej się ułożyła.
W środku sytuacja przedstawiała się... cóż, tak samo jak wtedy kiedy wychodzili. Dziadek się bujał, dla Cartera nowością mogło się wydawać to, że O'Donell słodko śpi pół siedząc, pół leżąc na blacie stołu przed sobą. Siedzieli tak we czwórkę. Kiwający się staruszek ze strzelbą, śpiący komisarz nowojorskiej policji, zabójca maszyn nie wiedzący co ma ze sobą zrobić i patriotyczny oraz waleczny Indianin. Grupka, można powiedzieć, specyficzna. Ale w dzisiejszych czasach sytuacje, czy ludzie, którzy odbiegali od normy byli właśnie normą. Już nikt się nie przejmował jakimś szaleństwem czy spaczeniem. Siedzieli więc. Dzieci spały w autobusie. Wokół nich ani żywej duszy. W promieniu stu kilometrów ani jednego człowieka. Ale na pewno jacyś mutanci. Pustynia. Zapewne można znaleźć w okolicy pozostałości po miastach ale po co tam iść? Żeby zobaczyć szczątki ludzi? By znowu sobie przypomnieć, że świat umarł przeszło trzydzieści lat temu i teraz tylko dogorywa? A Moloch? Zajął trzy stany, a grupka ludzi chce się przeciw niemu stawić. To niemożliwe do wykonania. Niemożliwe.
Nagle czerwonoskórym zaczęło lekko trząść jakby było mu zimno albo za gorąco. Cały drżał.
21.02.2010 23:34
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #73
RE: Zjednoczenie Stanów.
Gdy tylko stojąc przy wejściu ujrzał O'Donella, zarechotał cicho. Wszystko mogłoby teraz pójść zgodnie z jego życzeniem. Przyłożyć mu lufę do głowy, ewentualnie do pleców, i wystrzelić pięć razy. Rozkoszował się wyobrażeniem. Tylko tyle mu zostało, zdawał sobie sprawę, że wszyscy się na niego rzucą.
"Nawet pić nie umie. I po cholerę takie coś przy życiu zostawiać?"- pomyślał.-"Może przynajmniej poświęci się, by uratować kogoś bardziej wartościowego." Słowem "wartościowego" wbrew pozorom wcale nie miał na myśli siebie, a przynajmniej nie jedynie.
Nie zawadzając już nikomu usiadł sobie w stoliku przy rogu, oparł się tak wygodnie, jak tylko było to możliwe, położył nogi na stole i relaksował się.
Widząc trzęsienie Indianina uśmiechnął się lekko.
- Chorujesz na drgawki?- zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi.- Lepiej coś weź, za dwa dni będzie z Tobą kiepsko.
Zamilkł. Zamknął oczy. Oczekiwał na zaśnięcie. Próbował sobie wyobrazić świat bez maszyn. Jak by to mogło wyglądać, gdyby pozbawiono go sposobu na zarabianie?
Zawsze mógłby przydać się do czegoś innego. Po takim kataklizmie każda para rąk będzie na wagę złota. Teraz to tylko gdybanie, ale zdawał sobie sprawę, że kiedyś może się to okazać rzeczywistością.
21.02.2010 23:52
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #74
RE: Zjednoczenie Stanów.
Yerb słyszał wchodzącego Roberta. Zastanawiał się co z dziewczyną. Została sama w samochodzie.
"W każdej chwili może odjechać. Jutro się okaże jak bardzo chce dokończyć tą misję. Chyba będzie czas usiąść i pogadać o planach" myślał.
Gdy zaczęły się drgawki to wiedział, że nadszedł nielubiany moment. Moment słabości. Wiedział ile jest prawdy w stwierdzeniu Roberta.
- Indianie zawsze żyli blisko natury. Leczyliśmy się tym co nam dawała natura. I to nam starczało. Od wybuchu wojny, mutantów i tych nowych chorób to nam się niestety nie do końca udaje. Zawierzamy lekom które produkujecie jednocześnie niszcząc świat. Staramy się to przezwyciężyć. Czasami słychać o jakiś wyleczonych w niewyjaśniony sposób. Żyjemy nadzieją, że w końcu z pomocą natury uda nam się wyleczyć - tak mówiąc sięgnął do kieszeni po leki. Wiedział, że rano będzie ok. Łyknął proszki, popił bimbrem i wyciągnął się. Zamknął oczy i wsłuchiwał się w szum wiatru od pustyni. Wydawało się że śpi.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
22.02.2010 00:20
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #75
RE: Zjednoczenie Stanów.
Cała obecna w budynku czwórka znużona trudami podróży i ostatnimi zdarzeniami zasnęła. Jedynie dziadziunio spał bo nie miał nic lepszego do roboty. Staruszek kilka razy w nocy kaszlnął, ale nie zbudził tym pozostałych. Rano Yerba i Cartera obudził warkot silnika samochodu. Po chwili warkot ustał i do knajpy weszło dwóch mężczyzn. Wyglądali na typowych podróżników. Ciężkie płaszcze, krótka broń w kaburze, kapelusze na głowach. Wyglądali trochę na meksykanów, trochę Teksańczyków. Jeden z nich, wysoki o wesołej twarzy i rudych włosach, miał na plecach wielki, ciężki plecak. Z ulgą postawił go na stole. Usiadł na krześle przy stoliku stojącym obok Roberta i zniknął wszystkim z oczy. Stoły były przecież rozdzielone parawanami tak, by nikt nie zaglądał nikomu przez ramię. Drugi jegomość podszedł do staruszka, wymienił kilka luźnych uwag o pogodzie, wypytał o ceny paliwa i przyłączył się do swojego kompana. Duet ten pogrążył się w cichej rozmowie w obcym języku. Język ten mógł trochę przypominać hiszpański. Ale tylko trochę. O'Donella nie było w pomieszczeniu. Wszedł do środka razem z Dianą. Żywo między sobą dyskutowali.
-Jak to ich nie ma? - Komisarz minę miał odpowiednią do tego co przeżywał. Straszny kac.
-Autobus z dziećmi zniknął. - Diana bez zbędnych tłumaczeń oznajmiła pozostałej dwójce na czym stoją. -Rano obudził mnie Frank i zapytał gdzie bachory. No to mówię mu, że przecież tutaj. Ale nie było ich. Pieprzony autobus gdzieś zniknął razem z pieprzonymi dziećmi. Jeden kłopot z głowy. - Pociągnęła Roberta za ramię i dosiedli się do Indianina. Kobieta ściszyła głos.
-Spałam dzisiaj podejrzanie dobrze. Za dobrze. - Dobitnie zaakcentowała ostatnie słowa. O'Donell masował sobie skronie.
-Ja pamiętam tyle, że się dzisiaj obudziłem.
22.02.2010 17:48
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #76
RE: Zjednoczenie Stanów.
Yerb obudził się wypoczęty. Każda przespana noc to coś bardzo ważnego dla kogoś wychowanego na pustkowiach. W momencie gdy przybyli obcy obrócił się bokiem do nich by kątem oka im się przyjrzeć. Zawsze warto wiedzieć co się dookoła dzieje. A każdy kto jest w podróży to zawsze ma pewien zapas informacji.
Słysząc informację o autobusie trochę się zasępił.
- Co się z nim stało? Dzieciaki same nie odjechały więc ktoś ich musiał uprowadzić. Z jednej strony zniknął nam problem co z nimi zrobić, ale z drugiej strony wioząc je były pod naszą opieką - cicho zastanawiał się czerwonoskóry. - Może ci kolesie coś widzieli. Warto by było się spytać ich. Poza tym powinni mieć jakieś świeże informacje ze szlaku. To również warte rozmowy.
Tak mówiąc zamówił u dziadunia butelkę bimbru i ruszył z nim w kierunku nowoprzybyłych.
- Witam podróżników - powiedział łagodnie. - Czy zechcielibyście się z nami napić? Pewnie macie zaschnięte gardła po podróży przez te pustkowia.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
23.02.2010 21:59
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #77
RE: Zjednoczenie Stanów.
Carter co prawda w nocy za długo nie spał, przyzwyczaił się do krótkich wypoczynków. Nie przypominał sobie niestety, by słyszał, jak ktokolwiek na zewnątrz gdzieś się przemieszczał. Mężczyzna nie wydawał się za bardzo przejmować losem dzieciaków, już podczas rozmowy o tym, czy je brać podjął decyzję. Decyzję, z którą reszta nie zgodziła się. Nie mówiąc nic o autobusie, nie udając dyskretnego spojrzał na dwie persony wchodzące do budynku. Przyjrzał im się, starał sprawdzić, jaką mają broń, być może znak rozpoznawczy jakiejś bandy. Wstał i już miał zmierzać w ich stronę, gdy uprzedził go Indianin. Nie pozostało mu zatem nic innego, jak tylko iść za nim i być czujnym. Trzeba na takich ludzi uważać, nie można okazać się słabym.
Słysząc zapytanie Yerba, wydawał mu się zbyt łagodny. Jeżeli mężczyźni mieli choć trochę doświadczenia, najprawdopodobniej spróbują wykorzystać to przeciw niemu. Zanim podszedł do parawanu, sięgnął jeszcze po nóż, który schował w lewy rękaw. Tak na wszelki wypadek. Znowu.
"Oby tym razem bardziej się przydał. Obym trafił celnie, oby mi ręka nie zadrżała."- myślał skupiony.
Był gotowy na konfrontację. Co prawda nie było najciekawiej z kondycją Roberta. Niektóre rany nieco się już zagoiły. Naturalnie przy gojeniu pojawia się uczucie jakże nieprzyjemne, jak utrudniające wykonywanie jakichkolwiek czynności.
24.02.2010 22:01
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Han27 Offline
Uznany
***

Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
Post: #78
RE: Zjednoczenie Stanów.
Mężczyźni bronie mieli skryte w skórzanych kaburach na prawych biodrach. Rysy mieli wyraźne, rudy miał pogodną i wesołą twarz. Drugi skupioną i poważną. Obu spojrzenia były bystre. Rozmowę przerwał im Yerb. Rudowłosy powitał go uśmiechem. Nie podnosząc się, ani nie podając ręki wskazał krzesła przy stoliku. Przelotnie spojrzał jeszcze na Roberta, ale zbytnio mu się nie przyglądał.
-Bardzo chętnie bym się czegoś napił. - Oznajmił mężczyzna. Drugi siedział cicho. -Ale znając życie macie do nas jakiś interes. Mówcie szybko, nie ma sensu silić się na rozmowę. - Rudowłosy mówił szybko i pogodnie. Jego kompan nie był zainteresowany rozmową. Rozglądał się po pomieszczeniu.
-Śmiało, śmiało mówcie. Drake! Drake, podaj szklanki. - Staruszek podniósł się z miejsca i utykając przyniósł naczynia. Pokornie postawił je na stole uśmiechając się przymilnie.
-Dziękuje Drake. Masz coś do jedzenia? - Drake skinął głową potakująco. -To daj nam. Zgłodniałem. - Staruszek zniknął za drzwiami. O'Donell w tym czasie masował skronie. Diana wyszła z budynku.
25.02.2010 16:02
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
PabloZ Offline
Uznany
***

Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
Post: #79
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert, słysząc ton dwójki mężczyzn niemal nie roześmiał się. Sprawiali wrażenie cholernie słabych i bezbronnych. Nie ma co, nieźle im to wychodziło. Przetarł oczy, spojrzał na czerwonoskórego. W końcu lepiej żeby on mówił, wychodziło mu to znacznie bardziej. Zabójca maszyn lekko zdezorientowany jeszcze raz przyjrzał się postaciom, tym razem starając się zrobić to skuteczniej.
"Ciekawe osoby."- pomyślał,-"Jeden wygadany, drugi nie bardzo. Trochę jak my teraz."
Wziął krzesło, usiadł do stoły, położył nogę na nogę. Ruszał się delikatnie i na tyle zwinnie, na ile potrafił, by przypadkiem nie nakryto go z nożem. Chciał wyglądać, jak ochroniarz wysoko postawionego i niebezpiecznego gościa i liczył, że uda się to osiągnąć.
Przyjrzał się, jak kobieta opuszcza budynek. Zastanawiało go, co teraz zrobią? Pozwolą sobie jechać dalej, jak gdyby nigdy nic, czy będą te dzieciaki szukać? W poszukiwaniach raczej sensu nie widać, wzruszył ramionami i obrócił głowę ku trójcę mężczyzn.
25.02.2010 16:25
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
gkeb Offline
Administrator
**********

Liczba postów: 1,503
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 5
Post: #80
RE: Zjednoczenie Stanów.
- Eee tam, żeby tak zaraz jakiś interes mieć - powiedział czerwonoskóry i nalał w szklanki. Uśmiechał się do nowoprzybyłych.
"Mam nadzieję, że nie uśmiecham się zbyt idiotycznie. Lepiej niech nas biorą za ciekawskich podróżników niż by mieli się dowiedzieć o naszej misji" - myślał sobie Yerb jednocześnie im się przyglądając. Nie szukał wzrokiem tego co widać, ale to co mogło być schowane. Każde nienaturalne wybrzuszenie mogło oznaczać ukrytą broń lub coś innego.
- Raczej interesują nas wieści ze szlaku. Sami jedziemy już jakiś od strony Nowego Yorku. Może na trasie widzieliście taki autobus z dzieciakami? Wyprzedzili nas niestety a mieli tutaj na nas poczekać. - Tak mówiąc usiadł spokojnie, oparł się i łyknął bimber. Ciekawy był reakcji obcych.

[Obrazek: dvk6rt.gif]
25.02.2010 22:10
Znajdź wszystkie posty użytkownika Odpowiedz cytując ten post
Odpowiedz 


Szukaj

Nasi sponsorzy


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości