Ocena wątku:
- 0 Głosów - 0 Średnio
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
|
Zjednoczenie Stanów.
|
|
| Autor |
Wiadomość |
Han27
Uznany
  
Ilość postów: 308
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Diana potaknęła skinieniem głowy. Wydawało się, że nad czymś rozmyślała. Zapaliła motor, który zaczął miarowo pomrukiwać w takt pracy silnika. Indianin zobaczył Cartera wychodzącego z knajpy. O'Donell wypełzł wściekły szturchając go barkiem kiedy go mijał. Obrócił się na pięcie i wycelował palec w stronę Roberta.
-Na miłość boską, ich nie obchodzi, że nie uznajesz kast. Naślą na nas ludzi, zabójców - o wiele sprytniejszych niż te Twoje maszyny. To - popukał się w głowę -nadal jest najlepszym komputerem. Wydaje się, że o tym zapominasz. Przeklęty idiota. Co z tego, że taki człowiek mógł przysporzyć nam wielu sojuszników i pomóc w spełnieniu naszego zadania. Yerb nawet jak blefował to robił to dobrze. Ja nie wiem co ty sobie wtedy myślałeś. - Kopnął jakiś kamień z wyrzutem. -No co?! Co sobie myślałeś?! - Na pomoc zabójcy maszyn przyszła kobieta z Posterunku.
-Chyba przeceniasz tego całego mafioza... - Zaczęła ostrożnie pojednawczym tonem.
-Przeceniam?! - Frank się opluł. -Dobrze, dobrze - w porządku. Ale uwierz mi. On potrafił by zdziałać więcej niż wasze partyzanckie "wojska" - Cudzysłów zaznaczył palcami. Diana chłodno spojrzała mu w oczy.
-Nie przeginaj. Posterunek to największy sojusznik Nowego...
-Sojusznik srusznik. - Przerwał jej ostro. -Jak już się z nami spotykacie to w jakiś zapomnianych przez Boga dziurach, a jak prosimy o wsparcie to ta cała wasza rada debatuje trzy tygodnie. Już przeklęci lordowie z Federacji działają szybciej. Nie dziwi Cię, że Colins zwrócił się do nich z propozycją budowy torów? - Sarkastyczny ton nie był na pewno miły.
-Wasz prezydent robi to co chce. Nie ma nad nami zwierzchnictwa. Ale jeżeli wszyscy myślą tak jak ty rada poczyni pewne kroki. - Frank machnął niedbale ręką.
-Śmiało. Poradzimy sobie bez was. - Dyskusje przerwał przyjazd, na plac knajpy, konia. Dosiadający go wysoki mężczyzna miał gęstą czarną brodę i tego samego koloru włosy. Na głowie ciasno naciśnięty kowbojski kapelusz, a na plecach popularną dwururkę. Bez słowa zsiadł ze zwierzęcia i wszedł do przybytku. Nie wydawał się być zainteresowany sprzeczką dwójki ludzi.
|
|
| 03.03.2010 21:02 |
|
PabloZ
Uznany
  
Ilość postów: 337
Thanks Given: 0 Thanks Received: 0 in 0 posts
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
|
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Robert zacisnął zęby i dłonie. Zdawało się, że ma już dość słuchania czegokolwiek, choćby kawału wypowiedzianego przez komisarza. W pewnej chwili wybuchł. Podbiegł i złapał go za fraki:
- Zamknij się, sk****synu!- syknął, po czym od razu rzucił go najmocniej, jak potrafił. Nie zwracał zbytnio uwagi na prowizorycznego kowboja i nie interesowała go rozmowa z nim. Miał w nosie jego historię, jego cele, umiejętności i motywacje. Słowem: olał go totalnie.
- Boisz się, rozumiem... "Chyba rozumiem."- dopowiedział sobie w myślach. - Ale na litość boską, stul pysk i nie szukaj kolejnych problemów. Na Ciebie zabójców nie naślą.
Odetchnął, zaczął chodzić to w jedną, to drugą stronę. Przykrył twarz dłońmi, by po chwili podejść do pustego samochodu i oczekiwać na wyjazd.
"Z konsekwencjami zmierzę się ja." W jednym momencie jego twarz zmarniała, wyglądała jak facjata górnika po dwunastogodzinnej robocie.
- Jedziemy?- zapytał reszty.
|
|
| 03.03.2010 21:55 |
|
Silnik forum
MyBB,
© 2002-2010
MyBB Group.
Aktualny czas: 11.03.2010, 21:45 .