|
Zjednoczenie Stanów.
|
| Autor |
Wiadomość |
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
Zjednoczenie Stanów.
Zarówno Yerb jak i Robert bez trudu znaleźli wspomniany samochód. Rzeczywiście wyglądał dość nietypowo, a prezentował się mniej więcej tak:
Pojazd może nie do końca przestronny i wygodny, ale za to nie zwracający na siebie zbytniej uwagi potencjalnych złodziejaszków. Kto wie jednak jakie cuda krył w środku? A krył wiele. Bagażnik wypełniony po brzegi wodą, suszonym mięsem i lekarstwami to nie lada gratka dla nawet porządnych obywateli zniszczonego U.S.A. Takie okazje przecież nie zdarzają się codziennie. Frank jak powiedział tak zrobił, toteż on zasiadł za kierownicą. Diana w przesadnie grzeczny sposób wpuściła pozostałą dwójkę na kanapę z tyłu, samemu ładując się obok komisarza.
I ruszyli.
Najpierw wyjechali ze Śródmieścia, później z przed mieści, na koniec minęli Punkt Kontrolny i wyjechali na międzystanową. Rzeczywiście, po lewej stronie leżały prawdziwe powojenne tory chronione przez smutnych ochroniarzy dzierżących jeszcze bardziej smutnie wyglądające bronie. Droga była wyboista, nierówna i, co najgorsze, nie remontowana od ponad trzydziestu lat, więc można było się domyślić jakie warunki panowały wewnątrz auta. Prawdziwe trzęsienie ziemi. O'Donell mimo wszystko jakoś sobie z wozem radził i osiągali zawrotną prędkość 40 km/h.
- Skoro mamy spędzić najbliższe kilkanaście tygodni razem, może lepiej żebyśmy wiedzieli o sobie coś więcej. No wiecie, tak dla nabrania zaufania. - Spojrzał w lusterko patrząc na ogoloną głowę Indianina i młodą jeszcze twarz Cartera. Nie ma co, Frankowi trafił się odział doświadczonych speców. Mężczyzna ugryzł się w język. Diana po prostu spała nie zwracając uwagi na cokolwiek.
|
|
| 08.02.2010 22:16 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
-Może lepiej.- odburknął pod nosem brunet, będąc jednocześnie niezadowolony z prędkości, jaką osiągnęli oraz, nomen omen, wygody. Ale bądź tu człowieku wybredny.
"A może nie." Carter nie miał zaufania do ludzi, szczególnie do nowojorczyków i ludzi z Vegas, a także Salt Lake City....no generalnie z połową Stanów. Wiedział, że dobre kontakty można utrzymywać w Appalachach, tudzież Texasie.
Robert podrapał się po brodzie, rzucił wzrokiem na pasażerów i kierowcę. Zdał sobie sprawę, że komu jak komu, ale Dianie można popuścić, jeśli chodzi o nieufność. W końcu ona uratowała go przed błędem, jakim była próba pogodzenia ze sobą ludzi. Chociaż tą jedną chwilę wierzył, że ludzie mogą ze sobą współpracować. Niestety, mylił się i to jak cholera.
Jadąc dalej wzdłuż torów mężczyzna odprężył się (w miarę możliwości) na siedzeniu i przymknął oczy.
|
|
| 08.02.2010 22:41 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Cóż, nie wyglądało na to, by podróż miała się rychło skończyć. Krajobraz za oknem był miarowy, jednostajny i, nie kryjąc, nudny. Po około trzech godzinach i przejechaniu mniej więcej stu dwudziestu kilometrów skręcili na wschód i jechali przed siebie. Tory mknęły dalej na południe, ale one nie potrzebowały drogi po której musiałyby jechać. Brak torów równał się jednocześnie brakowi ochrony. Frank przyśpieszył, ale autem zaczęło tak rzucać, że prawie co nie wypadł z trasy i nie zderzył się z wrakami samochodów na poboczach. A tychże wraków było bez liku. Ciągnęły się po obu stronach międzystanowej. Obrobione, straszyły dużymi szkieletami na przednich siedzeniach i małymi na tylnych. Nastroju przygnębienia dopełniały zerwane linie energetyczne lub przewrócone słupy i niesamowita pustka rozciągająca się aż do końca horyzontu. Nastrój przygnębienia i rozpaczy pełną gębą. O'Donell zjechał w z asfaltówki i jechali po uklepanej ziemi.
-Muszę iść do toalety, a zatrzymywać się na środku ulicy nie jest dobrym pomysłem. - Usprawiedliwił się towarzyszom. Odjechali dobre dziesięć kilometrów i komisarz zatrzymał wóz. Stali w jakiejś dolinie zewsząd otoczeni zwałami szarej ziemi. Pagórki wysokie były na około pięć, sześć metrów, a na ich szczycie stały kikuty dawnych drzew. Mężczyzna wysiadł i poszedł udać się za potrzebą. Diana ocknęła się i również opuściła auto by rozruszać kości.
|
|
| 09.02.2010 19:41 |
|
PabloZ
Uznany
  
Liczba postów: 345
Dołączył: 26.09.2009
Reputacja: 0
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Carter również opuścił samochód. Robił to powoli i ociężale, a zdrętwiałe kości na pewno mu nie pomagały. Po opuszczeniu pojazdu mężczyzna przeciągnął się, przetarł oczy, wyciągnął broń i rozglądał się wokoło i w górę.
-Oj, panie komisarzu, obym tylko nie musiał mówić czegoś niemiłego- szepnął pod nosem.
Teren z pewnością nie wyglądał najlepiej. Appalachy to paskudne miejsce. Znalezienie na tych ziemiach czegokolwiek przydatnego graniczyło z cudem. Sam Robert, ku jemu zdziwieniu nie odczuwał potrzeby załatwienia się. Być może dlatego, że po prostu od dawna nic nie pił?
Koniec końców odezwały się jego przyziemne potrzeby. Ruszył w stronę bagażnika, otworzył go i wyciągnął sobie butelkę wody. Wody, której było pełno po brzegi.
Pociągając kilka łyków zakręcił butelkę i wrzucił do auta na miejscu, na którym siedział. Chcąc przerwać niezręczną ciszę wśród czwórki osób postanowił rzucić tematem na dialog, jednak nic nie przychodziło mu do głowy, bo o czym by tu rozmawiać? O pogodzie? Wygodzie? O moczu O'Donella? Wszyscy najprawdopodobniej czuli brzemię swego zadania, zwłaszcza Diana. Może lepiej milczeć nadal...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2010 20:58 przez PabloZ.)
|
|
| 09.02.2010 20:57 |
|
Han27
Uznany
  
Liczba postów: 310
Dołączył: 25.09.2009
Reputacja: 2
|
RE: Zjednoczenie Stanów.
Zarówno Diana jak i Frank poddali się decyzjom swoich towarzyszy i poczęli działać. Kobieta obróciła samochód tak, by dało się szybko uciec. Silnik zostawiła "na chodzie", pootwierała także drzwi, aby szybko można było wsiąść do środka. Frank ukrył się za jakimś kamieniem kładąc swój karabin XM-8, by móc celniej strzelać. Ciemnoskóra wybrała za osłonę drzwi auta.
PabloZ
Wioska nie leżała daleko i niestety nie był znana Carterowi. Ale co się dziwić? Osady powstawały i znikały z dnia na dzień. W odległości około sześciuset metrów od niego dojrzał starą zajezdnie kolejową. Ostała się tylko trzypiętrowa dyspozytornia. Na torach stały wagony, które były, jak dostrzegło wprawne oko Roberta, ze sobą pospawane tworząc tym samym miejsce do spania i jako takie warunki do mieszkania. Mężczyzna dostrzegł także zbliżające się pojazdy. Dwa motory i jeden zdezelowany łazik. Będą przy nim za góra dwie minuty, musieli tylko objechać wał na którym stał. Carter dostrzegł także, że na drodze ktoś jest. A był to jego kolega Indianin.
gkeb
Yerb padł plackiem w jakieś rzadkie zarośla i dostrzegł, że od prawej strony zbliżają się dwa motocykle i jeden łazik. Pojazdami kierowały prawdopodobnie kobiety i nie miały przy sobie broni palnej. Czerwonoskóry dostrzegł łuki i oszczepy, nic więcej. Odległość jaka dzieliła mężczyznę od potencjalnych agresorów nie przekraczała stu metrów. Miał jednak jeszcze szansę, by wrócić z powrotem do swoich towarzyszy.
|
|
| 10.02.2010 19:30 |
|
|
|